Mało znany skutek egipskiej rewolucji: dr Zahi Hawass, został pozbawiony posady ministra starożytności i kustosza Gizy. Skazano go na rok więzienia z jakiegoś dętego oskarżenia (nie wykonanie decyzji administracyjnej w sporze o własność ziemi pomiędzy ministerstwem a osobą fizyczną). To prawdziwy koniec epoki!
Dlaczego tak uważam? Hawass pełnił swoją funkcję niemal tak długo jak Mubarak. To on trzymał łapę na wszystkich egipskich zabytkach i decydował, co można pisać, mówić i badać o egipskiej starożytności. To on był panem wiedzy o tym ważnym okresie i jej głównym cenzorem. Dawniej brałem go za zwykłego mafiozę, który przywłaszcza sobie odkrycia innych i nagina historię dla celów egipskiego nacjonalizmu. Ś.p. Zecharia Sitchin, człowiek, który dotarł do prawdy o obcych początkach naszej cywilizacji opisuje go jednak w bardzo ciekawy sposób. Okazuje się, że Hawass w latach ’80-tych bardzo dobrze znał prace Sitchina i miał o nich dobre zdanie. Co więcej ułatwiał Sitchinowi badania w Egipcie (jednak w trakcie jednego z takich "rekonesansów" w Wielkiej Piramidzie nieznani sprawcy zrzucili kamienną płytę na głowę Sitchina, na szczęście nie trafili). Dodam tylko, że Zahi Hawass był podejrzewany o pracę na rzecz CIA – a jego utajone paleoastronautyczne zainteresowania czynią całą historię jeszcze bardziej intrygującą.
Powyżej: obrazek z libijskiej rewolucji. Rebelianci linczują żołnierza z sił rządowych, który im się poddał. Makabryczne szczegóły widać od mniej więcej drugiej minuty. Takie jest zwykle oblicze Rewolucji – oprócz naszej Jesieni Ludów z 1989 r., która nie przyniosła ze sobą takich obrazków (w odróżnieniu np. od Węgierskiego Powstania z 1956 r. czy naszego Powstania Poznańskiego z 1956 r.), co oznacza, że była zwykłą ściemą.
Assadowie to mistrzowie ściemy. Baszar ogłosił, że znosi stan wyjątkowy. Jednocześnie wprowadził jeszcze bardziej drakońskie przepisy pozwalające mu tłumić bunt społeczny bez większych ceregieli. Assad wzywa też wszystkie sąsiednie państwa (oprócz Izraela), by uszczelniły swoje granice, tak by nie szmuglowano przez nie broni do Syrii. Syria podobnie jak Irak zaczyna trzeszczeć po liniach etnicznych i konfesyjnych. Kurdowie z Iraku i Turcji wspierają swoich braci z północy Syrii, Druzowie z Libanu Druzów z Syrii, Sunnici z Libanu i Arabii Saudyjskiej sunnitów z Syrii.
Damaszek zwala całą winę na Rijad. Tymczasem Saudowie konsolidują wokół siebie sąsiednie państwa arabskie (oprócz rzecz jasna opanowanego przez irańską agenturę Iraku) przeciwko Iranowi.
Rebelia w Syrii przeciwko Assadowi to wspólna robota USA i Arabii Saudyjskiej. Jak mówią depesze WikiLeaks Departament Stanu sekretnie wspierał syryjską opozycję. Do września 2010 r. przekazał jej 6 mln dolarów. A ile przekazała CIA?
Saudowie wykręcili natomiast Assadom niesamowity numer – użyli siatek szmuglerskich wspieranych przez syryjskie służby, do wysyłania broni opozycji.
Jak wiadomo zachodnie mocarstwa się kłócą, naloty na Libię słabną, Kaddafi ciągle atakuje Misratę i czeka, aż NATO się wyniesie z przestrzeni powietrznej nad Libią. Wówczas wyśle wojska na wschód i zrobi w Bengazi masakrę. Los rebeliantów wydaje się przesądzony, ale…
Jakaś frakcja w euroatlantyckim establiszmencie wciąż działa na ich korzyść – za pośrednictwem Kataru, który m.in. dostarcza rebeliantom nowoczesne rakiety przeciwpancerne. Stąd co jakiś czas powracają doniesienia o doradcach wojskowych NATO i dlatego NASILA SIĘ wojna propagandowa przeciw Kaddafiemu.
Dlatego wielkim błędem Kaddafiego będzie, jeśli dokona masakry w Misracie. Może się wówczas powtórzyć sytuacja z oblężenia Sarajewa i Kosowa – tzn. najpierw Zachód angażuje się jednym palcem w konflikt i się wycofuje, złe siły, pewne swego uderzają na "dobrych", robią masakry – a jeśli nie robią to się masakrę wymyśla, tak jak w Raczaku – a potem na głowy złych spada deszcz bomb, źli są kapput, dobrzy" wdzięczni Zachodowi, że ich uratował, a opinia publiczna happy bo tv pięknie płonęły czołgi złego dyktatora. Czy ten wariat Kaddafi da im pretekst?
Ciekawostka: kolumbijskie snajperki z FARC walczą po stronie Kaddafiego
Sytuacja w Syrii jest bardziej skomplikowana niż można było przypuszczać. Przeciwko Assadowi protestują również alawici i druzowie. Syryjski reżim jest uznawany powszechnie za alawicki – nie jest to do końca prawda. Niektóre klany alawitów go popierają, inne nie (i żyją w biedzie). Podobnie jest z Druzami. Niepokoje przenoszą się na armię. W Banias żołnierze odmówili strzelania do tłumu i zostali za to zabici przez bezpiekę. Dochodzi również do sporadycznych starć wojska z bezpieką w innych częściach kraju. Nie wygląda to jednak na zorganizowaną akcję. Bezpieka przesadza z "prewencją" – nie czeka, aż uformują się wielkie demonstracje, po prostu strzela do małych grupek ludzi, gdy wydaje jej się, że chcą protestować. Później nie dopuszcza lekarzy, by pomagali rannym. Wspomagają ją gangi Szabbiha – alawickich przemytników z pogranicza libańskiego oraz Iran, dostarczający sprzęt do rozpędzania zamieszek.
W Waszyngtonie i Tel Avivie zastanawiają się, czy warto obalić Assada. Boją się, że władzę po nim obejmą terroryści. Nie ma się czego bać – klan Assadów do 40 lat jest filarem terroryzmu na Bliskim Wschodzie. Wciskał swoje umoczone we krwi paluchy do Libanu, Izraela, Jordanii, Iraku, Arabii Saudyjskiej, Turcji a nawet do Madrytu. Przypomnę z tej okazji mój stary tekst o terrorystycznych powiązaniach Syrii i o destabilizowaniu regionu przez Assadów.
Mały fragment na zachętę:
Nie ulega wątpliwości, że od 1982 roku w kontrolowanej przez syryjskie wojska dolinie Beekaa odbywało przeszkolenie wielu członków najróżniejszych organizacji terrorystycznych – od Japońskiej Armii Czerwonej po ormiańską grupę Asala. W Damaszku znajduje się też komitet polityczny Hamasu z Khalem Mashaalem na czele i siedziby innych palestyńskich organizacji sprzeciwiających się procesowi pokojowemu. Władze syryjskie nie darzyły jednak nigdy sympatią Arafata. Minister obrony gen. Mustafa Tlass nazwał go nawet w 2000 roku publicznie „synem 10000 psów i 10 000 k….”. W tym wszystkim nie chodzi jak widać o wsparcie „sprawy palestyńskiej”, lecz jedynie o prowadzenie wojny przeciwko Izraelowi przez pośredników. Wszak Hafez Asad powiedział kiedyś Arafatowi, że „Palestyna to część południowej Syrii”.
Po zamachach z 11 września 2001 roku Syryjczycy zdołali udzielić jednak Amerykanom pomocy wywiadowczej, którą agenci CIA określili jako „dużą”. Dotyczyła ona członków Bractwa Muzułmańskiego będących terrorystami z Al-Qaedy. Współpraca ta została zerwana przez USA w roku 2003. Syria chętnie udzielała informacji o Bractwie, gdyż stanowi ono od lat 60-tych najgroźniejszą siłę walczącą przeciwko partii Baath i wywołało krwawo stłumione powstanie w mieście Hama. Władze USA traktują je obecnie jako możliwego partnera w przypadku zmiany reżimy w Damaszku.
Tymczasem rząd syryjski miał również bardzo dużo do ukrycia przed Amerykanami. Jak ujawniło jordańskie dochodzenie w sprawie zabójstwa dyplomaty USA Lawrence’a Foleya w Ammanie w 2002 roku, zbrodnia ta została dokonana przez grupę Abu Musaba al-Zarqawiego z syryjską pomocą. Zamach był koordynowany z Damaszku a syryjski wywiad dostarczył broni użytej do zabójstwa. Sędzia Baltazar Garzon, odpowiedzialny za rozbicie hiszpańskiej komórki Al-Qaedy w roku 2001 odkrył korespondencję szefa komórki z syryjskim wywiadem wojskowym. Niemieccy śledczy powiązali natomiast kontrolowaną przez syryjskie służby firmę Tradex z hamburską komórką Al-Qaedy. Tą samą z której wywodzili się sprawcy zamachów z 11 września…
Mimo tego prezydent Bashar Asad w trakcie wywiadu z kuwejcką gazetą Al-Anba w 2003 roku stwierdził, że nie wierzy w istnienie Al-Qaedy. A minister Mustafa Tlass w październiku 2001 roku podczas spotkania z brytyjską delegacją powiedział, że zamachy z 11 września 2001 roku były efektem „żydowskiego spisku” i że Mosad ostrzegł tysiące Żydów, by nie przychodzili do pracy w WTC…
Garść wieści z Bliskiego Wschodu, Afryki Północnej i Białorusi. Trochę się tego zgromadziło w ostatnich dniach, a nie miałem czasu wrzucać. 🙂
Saudowie i Kuwejt ostrzegają Amerykanów, że jak Iran uruchomi reaktor w Buszerze to dojdzie do katastrofy, która przyćmi Fukushimę. Wcześniej podobne ostrzeżenia wysyłali Ruscy (jednocześnie pomagając Irańczykom uruchomić tę tykającą bombę!). Dlaczego wszyscy się boją irańskiego reaktora? Bo były problemy przy jego rozruchu – rosyjska technologia, tak samo niezawodna jak w Tupolewach, wzmocniona dodatkowo izraelskim Stuxnetem doprowadziła już do poważnych awarii w Buszerze.
Niemcy znaleźli się za Murzynami – czyli Angela Merkel chce wynegocjować pokój w Libii, po tym jak nie udało się to Unii Afrykańskiej. Może by tam wysłała jakiegoś "posłańca pokoju"? Głównym problemem będzie przekonanie rebeliantów do zwieszenia broni, bo choć nie mogą obalić Kaddafiego to ani myślą o kompromisowym rozejmie. Muszą ich nacisnąć Amerykanie, by się rozmyślili, ale na to się nie zanosi.
Kto dokonał zamachu na metro w Mińsku? Białoruski reżim nie miał przez parę godzin spójnej wersji informacyjnej – odmiennie niż Ruscy w Smoleńsku – więc pewnie to ktoś z zewnątrz, do czego przychyla się ten białoruski politolog. KGB mówi, że sprawca miał niesłowiański wygląd. Czy Putin wygląda Słowiańsko czy tak bardziej ugro-fińsko?
Jakiś czas temu Pan XX, bardzo dobrze poinformowany człowiek ze świetnymi kontaktami po wszystkich stronach najróżniejszych barykad, powiedział mi co się stało w Smoleńsku. Wersję, którą mi przedstawił aprobuje grupa ekspertów z Polski z zagranicy, ludzie z generalskimi szlifami i profesorskimi tytułami. Nie twierdzę, że jest ona absolutnie prawdziwa, ale daje do myślenia.
Według niego, gdy Tupolew już po ścięciu brzozy zwiększał wysokość idąc na pełniej mocy silników, został zestrzelony. Jedna rakieta trafiła w jeden z silników, druga w chwilę potem eksplodowała mniej więcej w pobliżu kokpitu i prezydenckiej salonki. Zastosowano ten sam scenariusz jak w przypadku Tupolewa prezydenta Mozambiku Samory Machela. Najpierw próba zmylenia w zakresie nawigacji. Gdy to się nie udało, trzeba było zestrzelić…
Zatrzymajmy się na chwilę – ci, którzy tego jeszcze nie zrobili, niech przeczytają wywiad z Wasilijem Wasilenką, rosyjskim pilotem i kosmonautą, który brał udział w testach przeciwlotniczych rakiet z głowicami termobarycznymi. Zwróćcie uwagę, jak on opisuje skutki użycia tej broni.
To by tłumaczyło, dlaczego jeden z rosyjskich świadków – widział w momencie, gdy Tupolew zwiększał wysokość nad drogą "oślepiający błysk". To tłumaczy, dlaczego występujący na filmie "10.04.10" Rustam, robotnik z hotelu położonego przy lotnisku Siewiernyj widział odchodzący od ogona samolotu "płomień jak u komety". To tłumaczy rozrzucenie szczątków wraku na znacznym obszarze, "słup ognia", którzy widzieli świadkowie, choć śledztwo ponoć pokazało, że nie doszło do eksplozji paliwa. To tłumaczy dlaczego obrażenia zabitych wyglądały jak po ogromnych przeciążeniach, choć ekspertyza prof. fizyki Mirosława Dakowskiego mówi, że przeciążenia wyniosły wówczas co najwyżej 4 G.To tłumaczy też dlaczego część ciał była pozbawiona odzienia, pomimo tego że były one "mało zmasakrowane" – ubrania zerwało podciśnienie występujące podczas eksplozji głowicy termobarycznej.
To tłumaczy również następującą scenę z Siewiernego opisaną przez Jana Tomaszewskiego, kuzyna prezydenta Kaczyńskiego: polskiego oficera mówiącego: "Oni mogą również ten drugi samolot zestrzelić!".
Co w takim razie z "filmem ze strzałami w lesie"? Czy dobijano rannych. Nie to rosyjska dezinformacja, choć film jest cennym dowodem. Wskazuje on, że rosyjscy mundurowi strzelali do osób, które znalazły się na miejscu zdarzenia – do potencjalnych rosyjskich świadków. Tutaj pojawia się inna kwestia – pierwsza karetka dojechała na miejsce "katastrofy" po 17 minutach. Teren otoczono kordonem OMON-owców i żołnierzy już w pierwszych minutach po katastrofie, w czasie, gdy kontrolerzy nerwowo szukali na ekranach radarów Tupolewa. Raport MAK mówi, że szybko zmobilizowano do tego zadania 180 żołnierzy. Kto ich postawił w stan gotowości i ściągnął zawczasu na miejsce szybciej niż ratowników medycznych?
Równie ciekawa sprawa przedstawia się w przypadku polityki informacyjnej. W przypadku śmierci prezydenta Jelcyna rosyjskie media milczały przez cały dzień, bo nie dostały instrukcji jak ją komentować. O zamachach w moskiewskim metrze w marcu 2010 r. milczały przez kilka godzin. W przypadku Smoleńska już w pół godziny po katastrofie, gdy jeszcze dymiał wrak – mieli już gotową wersję o naciskach. Jak zaświadcza gen. Petelicki politycy PO otrzymali SMS-a z haniebną i szokującą instrukcją: "Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił".
Czemu jednak Tupolew zaczął spadać na wysokości 100 m, choć piloci nie mieli zamiaru lądować ("Odchodzimy")? Ta kwestia wciąż czeka wyjaśnienie, czy to sprawa awarii Tupolewa po ewidentnie spieprzonym remoncie w zakładach w Samarze, czy też to kwestia zmylenia pilotów. A może było tak jak sugeruje Siergiej Wierewkin, były zastępca kierownika lotnisko Wnukowo:
Człowiek, o którym wspominałem, powiedział coś dla mnie zagadkowego. 10 lat temu do lądowania podchodził na tym samym kursie Ił-76, z tego samego pułku lotniczego. I przed przyziemiem w dolinie położonej w obszarze podejścia nagle pojawiła się gęsta mgła. Samolot rozbił się. Gdy sprawa była badana, okazało się, że gdy w tej dolinie, czy raczej wąwozie, tworzy się gęsta mgła, w tym miejscu powstaje jakby dziura powietrzna. Dziób ostro pochyla się w dół i ciąg silników nie wystarcza, żeby znowu go podnieść. Samolot jeszcze leci, ale powoli jego pęd (siła nośna) gaśnie, maszyna zniża się. I zamiast podnosić się, leci się z coraz większym przyśpieszeniem do ziemi. Po tym dochodzeniu zostało wydane zalecenie, żeby we mgle nie przyjmować samolotów z tego kursu, tylko z przeciwnego.
Tragicznego dnia, 10 kwietnia, mogło się to powtórzyć? – Tamten człowiek po prostu tak powiedział – taka dziwna mgła – nagle pojawia się i znika, czasem dosłownie po pół godziny wszystko jest jasne. Raport MAK wskazuje, że na wieży był pułkownik Krasnokutskij – były dowódca tego samego pułku. Wydaje mi się, że powinien pamiętać tamten tragiczny wypadek. Ale trzeba jego zapytać.
Ps. Rok temu, kiedy pisałem o możliwości złego naprowadzania Tupolewa, co poniektórzy się oburzali, że "przecież coś takiego wyszłoby na jaw", bo Rosjanie nam "przecież oddadzą czarne skrzynki". Minął rok, a skrzynek ni widu, ni słychu. Nie dają się nam do nich nawet zbliżyć. Co więcej, minister Miller podpisał w maju zeszłego roku porozumienie o tym, że skrzynki mają zostać w Rosji. O czym to świadczy?
Sprawa "bombardowania" samochodu w Sudanie się rozwija. Okazało się, że jednym z zabitych w wyniku ataku był Irańczyk a Izrael nieoficjalnie przyznał się do przeprowadzenia tej likwidacji. Sudan podejrzewa, że rakieta, która trafiła w samochód została wystrzelona z łodzi podwodnej albo bezpilotowca. Izrael sugeruje, że użyto zwyczajnego ręcznego zestawu – a konkretniej użyli go żołnierze z Sayaretu. Cel był związany z działaniem sudańskiej, szmuglerskiej trasy przewozu broni (Port Sudan – Morze Czerwone – Synaj – Gaza) a ostatnio miano tamtędy przewodzić gaz musztardowy rąbnięty Kaddafiemu przez rebeliantów i sprzedany Hezbollahowi.
W Damaszku opozycja zaczęła strzelać do funkcjonariuszy reżimu. W zasadzce zabito dwóch policjantów, w odwecie policja zabiła 15 przypadkowych ludzi. Latakia podzieliła się wzdłuż granic konfesyjnych – alawici boją się wchodzić do sunnickich dzielnic, a sunnici do alawickich. Co prawda sunnickie masy boją się jeszcze uczestniczyć w masowych protestach przeciwko Assadowi, ale rozpoczęła się już akcja biernego oporu – np. nie płacenia rachunków za prąd. Korzystając z okazji, weźmie w niej udział pewnie nie tylko opozycja 🙂
Tymczasem w Sudanie doszło do tajemniczego ataku lotniczego. Ktoś zbombardował samochód pod lotniskiem w Port Sudan, zabijając dwóch ludzi.