Obama przemówił do izraelskiej agentury lobby w USA, czyli organizacji AIPAC. Co w tym najciekawsze, rząd Izraela kazał AIPAC-owcom nie buczeć i nie krzyczeć "you suck!" podczas przemówienia amerykańskiego (p)rezydenta. 97 proc. sali dostosowało się do zalecenia i oklaskiwała Obamę, bo ponoć "posłuchał Netanjahu" i mocno zmodyfikował plan "pokojowy".
Na czym polegają te modyfikacje? Obama powiedział, że granica izraelsko-palestyńska nie będzie w całości się pokrywała z liną rozejmową z 1949 r. (mylnie nazywaną "granicą Palestyny z 1967 r.), co w sumie wie każdy średnio rozgarnięty ekspert. Ponadto, Izrael obsadzi granicę palestyńsko-jordańską – to rzeczywiście duża zmiana. Po trzecie, Obama powiedział, że Hamas to organizacja terrorystyczna. AIPAC-owcy mu klaskali, z tego powodu, ale to przecież Obama (według Abbasa) stał za wejściem przez Fatah z koalicję z tymże samymi strasznymi terrorystami z Hamasu.
Wygląda więc na to, że Netanjahu zaakceptował przyszłe powstanie państwa palestyńskiego na Zachodnim Brzegu i Strefie Gazy, tylko miał pretensję do kilku szczegółów. Tak samo postąpili Peres i Rabin w przypadku tragicznego procesu "pokojowego" z Oslo (efekt: druga Intifada), Barak w przypadku odwrotu z południowego Libanu (efekt: druga wojna libańska z 2006 r.), Szaron w przypadku odwrotu ze Strefy Gazy (efekt: operacja Płynny Ołów z 2008 r.). Z tej grupy Barak jest teraz ministrem obrony, Peres jest prezydentem, Rabin został zastrzelony (bo chciał się z tego wycofać), Szaron leży w śpiączce (po wypiciu kieliszka wina z Peresem i kilku aferach korupcyjnych). Zobaczymy co spotka Netanjahu: światowe splendory czy też… Oraz kiedy obecna faza procesu "pokojowego" zaowocuje wojną na Zachodnim Brzegu i we Wschodniej Jerozolimie.
Denerwuje mnie dziennikarska ignorancja. We wszystkich mediach można przeczytać/usłyszeć, że plan Obamy przewiduje powstania "państwa palestyńskiego w granicach z 1967 r.". Może by ktoś tym baranom wyjaśnił, że w 1967 r., ani nigdy wcześniej nie istniało żadne państwo palestyńskie? Słyszałem wypowiedź Obamy i mówił tam wyraźnie, że granice przyszłego państwa palestyńskiego powinny zostać oparte na "1967 lines". To też nieprecyzyjna definicja, ale nich mu będzie – jego plan i tak jest kretyński. Dlaczego tak sądzę? Bo przewiduje on, że Izrael zrzeknie się strategicznych terenów na Zachodnim Brzegu ("największej naturalnej bariery przeciwpancernej" jak się nieco na wyrost chwalą izraelscy generałowie) oraz kontroli nad granicą z Jordanią (gdzie haszymidzką dynastię może za parę lat szlag trafić i wówczas wolny korytarz od Iranu po Jerozolimę), wchodnich dzielnic Jerozolimy – i przekaże je w ręce Hamasu i jego koalicjantów z Hamasu. Obama twierdzi, że w jego planie państwo palestyńskie będzie zdemilitaryzowane. Czy on wraz z Brzezińskim na głowę upadli? Zdemilitaryzowane państwo na Bliskim Wschodzie?! Skutki polityki Obamy są jak na razie takie, że wszyscy bliskowschodni przywódcy mają w d… co mówi Obama.
A co do Netanjahu – nie wiem, czemu się oburza na plan Obamy. Do tego przecież dążyły kolejne amerykańskie oraz europejskie administracje przez ostatnie 20 lat. A godzili się na to izraelscy politycy.
W każdym bądź razie – Izrael będzie za chwile totalnie wyizolowany dyplomatycznie i zapędzony do kąta. Co będzie niebezpieczne dla Bliskiego Wschodu. A przyczynili się do tego mocno miejscowi sprzedajni politycy. A także liberalni amerykańscy Żydzi, którzy masowo głosowali na Obamę w 2008 r.
Jako ciekawostkę dodam, że nasz minister spraw zagranicznych Radek Sikorski, poparł plan Obamy, choć byłoby bardziej wskazane, żeby siedział cicho albo zaprotestował i ubił jakiś deal z Izraelczykami (którzy desperacko szukają sojuszników…). No cóż, to gostek, który jednocześnie cenzuruje internet razem ze swoim kumplem Roehmanem Goertichem posługując się pałką "antysemityzmu".
Anawar al-Awlaki, jeden z najbardziej poszukiwanych terrorystów świata jadł kolację w Pentagonie w styczniu 2002 r. Był tam zaproszony w ramach polityki "dotarcia do serc i umysłów muzułmanów" jako ekspert, który pomoże w USA zasypywać podziały między muzułmanami a całą resztą. Ponoć jego prezentacja wywołała wówczas furrorę.
Zbliża się rocznica chorwackiego Katynia, czyli masakry w Bleiburgu. W tej austriackiej miejscowości Brytyjczycy przekazali komunistom Tity nawet do 300 tys. chorwackich, bośniackich, słoweńskich i węgierskich jeńców (a także grupę serbskich czetników) komunistycznym oprawcom. W marszach śmierci i masakrach, które były wynikiem zbrodniczej decyzji naszego "sojusznika" zginęli prawie wszyscy jeńcy przekazani komunistom. Część ruso- i serbofili się oburzy, że przecież chorwaccy ustasze byli zbrodniarzami. Problem w tym, że Bleiburgu zbrodniarzy był mniej niż promil – i to zbrodniarzy najniższej rangi. Reszta to chorwacka elita, patrioci broniący swojego państwa, zwykli żołnierze z poboru i cywile uciekający przed komunistami. Masowe groby tych ludzi są odkrywane w całej Jugosławii. Ale dawny system się broni. W postkomunistycznej Chorwacji np. "zaginęły" akta specjalnej komisji badającej w latach ’90-tych sprawę tych masakr.
Tak wyglądały zeszłoroczne obchody bleiburskiej rocznicy. Byłem na nich, jak pewnie pamiętacie.
Wpis na facebookowym profilu jednego z Chorwatów: "Bleiburg=Katyn. Avenge both of them!"
Arabowie wspominają dzisiaj Nakbę, a robią to szturmując granice Izraela. W Tel-Awiwie nawet jeden z nich "wpadł w drogowy" szał i próbował rozjeżdżać ludzi, jak rozbił auto to krzyczał "Allahu akbar!", ale jak policja go złapała, to ściemniał, że stracił kontrolę nad pojazdem… To wszystko oczywiście w ramach dyplomatycznej ofensywy Fatahu i Hamasu – uznali, że po śmierci bin Ladena warto przypomnieć światu o prawie Palestyńczyków do posiadania własnego państwa rządzonego przez Fatah i Hamas.
Warto przypomnieć jednak Nakbie a rebours. Czyli wypędzeniu o wypędzeniu sefardyjskich Żydów z krajów arabskich. Dane ONZ 1949 r. mówią o 472 tys. palestyńskich uchodźcach. Jednocześnie kilkaset tysięcy sefardyjczyków (nieco przesadzone izraelskie dane mówią nawet o 820 tys.) zostało wypędzonych ze swoich domów i straciło majątki, trafiając do państwa Izrael, w którym aż do objęcia rządów przez Menahema Begina w 1977 r. byli traktowani jak obywatele drugiej katagorii. Wcześniej wielu z nich żyło się wśrod Arabów, według żydowskich historyków "lepiej niż w Europie Wschodniej". 99 proc. z wypędzonych sefardyjczyków nie myślało nawet wcześniej o żadnym syjonizmie, czy powrocie do Izraela. Były to głównie tradycyjne, religijne wspólnoty, lojalne wobec islamskich władców. Cierpieli za coś, czego nie popierali.
Bractwo Muzułmańskie ma swojego nieoficjalnego kandydata na prezydenta Egiptu. To Abdel Moneim Abdoul Fotouh, przewodniczący Egipskiego Stowarzyszenia Lekarzy i były członek władz Bractwa. Kilka miesięcy temu pisał w "Washington Post", że Bractwo nie jest wrogie USA, bo chce tylko walczyć z tyrańskimi rządami, tak jak Amerykanie.
Dla kontrastu z tezami dra Fotouha, wywiad z mieszkającym w Polsce Koptem zamieszczony w "Naszym Dzienniku", gazecie idącej od jakiegoś czasu w neokonserwatywne klimaty. Na zachętę fragmenty:
"Żyjąc 1400 lat pod panowaniem muzułmanów, moi współbracia w Egipcie już tak
do tego przywykli, że nawet nie odbierają takich zachowań jako prześladowania.
Prawda jest jednak taka, że w Egipcie katolicy nie są uznawani przez władze za
pełnoprawnych obywateli. Po latach dyskryminacji Koptowie przywykli do tego, że
pewne zawody są tam zabronione dla chrześcijan, m.in. zawód lekarza ginekologa
czy nauczyciela języka arabskiego. Dlatego też ja nie mogę wykonywać w Egipcie
zawodu dyrygenta.
Jak chrześcijanie radzą sobie z taką dyskryminacją?
– Każda sytuacja ma jakieś dobre strony, bowiem zakaz wykonywania pewnych
zawodów przez chrześcijan sprawił, że byli wręcz zmuszeni do zakładania własnej
działalności gospodarczej. Dzięki temu, mimo że jesteśmy mniejszością religijną
i społeczną, to właśnie chrześcijanie stanowią większość wśród przedsiębiorców –
ok. 60-procentową – i płacą największą część podatków do budżetu. Ta silna
pozycja chrześcijan w biznesie również bardzo denerwuje muzułmanów. Dlatego
zdarza się, że chrześcijańscy przedsiębiorcy nękani są przez urzędników
skarbowych, ale w związku z tym, że handel opiera się na zasadach
międzynarodowych, nie ma poważniejszych przeszkód w jego prowadzeniu. Jednak to,
że tak wielu chrześcijan jest przedsiębiorcami, nie oznacza, że są milionerami,
ale dzięki swojej pracy mogą godnie żyć. Dzielą się też z innymi. W Egipcie
problemem jest duża liczba analfabetów, sięgająca 52 proc. mieszkańców. Tylko 5
proc. społeczeństwa ma dostęp do internetu. Wśród chrześcijan nie występuje
problem analfabetyzmu, bo pomagamy sobie nawzajem, także dostęp do internetu
jest najbardziej rozpowszechniony wśród chrześcijan.
(…)
Prawda jest taka, że islam jest religią nietolerancyjną wobec innych
religii. Muzułmanin jest bardzo miłym człowiekiem, dopóki nie jest zbyt
religijny. A przecież w innych religiach, zwłaszcza w chrześcijaństwie, jest
odwrotnie – im bardziej człowiek zbliża się do Boga, tym jest lepszy dla innych
ludzi. Przed kilkoma dniami muzułmanie zaatakowali kościół w Kairze, bo rzekomo
była tam przetrzymywana dziewczyna, która chciała rozwieść się z mężem
chrześcijaninem i wyjść za muzułmanina, a w związku z tym przejść na islam.
Koptyjscy duchowni dali jej schronienie, bo nie miała gdzie mieszkać, ale w
budynku obok Kościoła, a mimo to muzułmanie spalili świątynię. Dla nich po
prostu każdy powód jest dobry, by spalić kościół. W Egipcie często mówi się, że
przemoc wobec chrześcijan jest inspirowana nie przez miejscowych muzułmanów,
lecz przez "siły zewnętrzne". A czyż od czasu podboju Egiptu przez Arabów na
nasz kraj ciągle nie oddziałują te same siły z zewnątrz? Przy takim nastawieniu
zawsze jakiś powód do ataków na chrześcijan się znajdzie. Przed kilkoma dniami
muzułmanie wyszli na ulice i okrzyknęli Osamę bin Ladena świętym, a następnie
spalili kolejny kościół, żeby "uczcić" zabitego terrorystę… Znając zachowanie
muzułmanów, dziwię się, że w Warszawie pozwolono na budowę meczetu."
Powyższe klipy, fragment filmu Ryszarda Filipskiego "Zamach stanu" (scenariusz ubeka Ryszarda Gontarza) przytaczam z okazji piłsudczykowskiego święta, czyli 12 maja, w 75-tą rocznicę zniszczenia sejmokracji przez wojska wierne Marszałkowi. Film ten pokazuje jak różnie można odbierać propagandę – komuniści chcieli w tym obrazie atakować Piłsudskiego, wskazując, że tępił "postępową lewicę". Większość osób, które go obejrzała (w tym autor tych słów) strasznie się jednak nakręciła, jaka to sanacja była fajna – bo tłukli komuchów. Na pierwszym video polecam fragment z konserwatystami od 3:50 wyjątkowo trafne słowa o endecji! Następnieo od 7:20, a na drugim od 5:50 – scena gdy policjanci ministra Składkowskiego pacyfikują komunistycznego posła Sylwestra Wojewódzkiego (jakiś krewny Kuby?). Co by nie powiedzić o Moczarowcach – znali się na kinie lepiej niż Wajda.
Rządy sanacji były bardzo pięknym okresem, choćby dlatego, że patrioci tłukli wówczas różnych moskiewskich sk…synów. Dzisiaj niestety jest odwrotnie, ale miejmy nadzieję, że to się zmieni. Jak mówi piłsudczykowska pieśń:
"Nadejdą czasy/gdy te kut*sy, będą przed nami na baczność stać/ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem Ruskich po gębach prać" 🙂
Powyżej: Amrullah Saleh, szef afgańskiego wywiadu, który w 2007 r. namierzył bin Ladena w willi w Abbotabadzie
Cztery lata temu afgańskie służby ustaliły, że Osama bin Laden mieszka w willi w Abbotabadzie. Powiadomiły o tym prezydenta Pakistanu gen. Perveza Musharrafa. On wyśmiał podsunięty mu trop. W tej historii jest jednak jedna zadziwiająca rzecz – ISI nie ewakuowała bin Ladena z "willi szczęścia", choć nawet afgańskie służby potrafił go tam zlokalizować. Co tam afgańskie służby! W 2008 r. dziennikarka CNN Christiane Amanpour stwierdziła, że według jej informatorów Osama żyje sobie spokojnie w willi w Pakistanie. Wcześniej pojawiały się raporty, że Mułła Omar, mieszka w podobnej willi w Quetta lub w Karaczi. Amerykanie przyciskają teraz do muru Pakistańczyków, by im wydali Omara, al-Zawahiriego i el-Adela. Może by spytali Afgańczyków albo zrobili prasówkę?
Krótki przegląd wiadomości z Bliskiego Wschodu:
Obama, a raczej ludzie pociągający za szunereczki u jego rękawów, stawia na porozumienie USA z Bractwem Muzułmańskim. To dlatego koniukturaliści i złodzieje z Fatahu porozumiały się z Hamasem. Obama dążył już do współpracy z Bractwem od początku swojej kadencji. To dlatego zdecydowano się na obalenie Mubaraka. Pytanie tylko po co? Bush jeden wie, a Netanjahu jest pewnie na skraju zawału lub innej śpiączki.
W Libii kicha totalna. I to nie tylko z powodu wyjazdu Sikorskiego. Kaddafi się gdzieś schował i go trudno trafić, a działania NATO są jakieś niemrawe.
Hamas ma przesunąć kwaterę główną z Damaszku to Gazy, na co zielone światło daje Egipt. Wysłannik Assada grozi w mediach wojną Izraelowi.
Kto w tej rozgrywce był Jokerem, kto Harveyem Dentem, a kto Mrocznym Rycerzem? Łukasz Czajka typuje Busha jako trzecią z tych postaci… Moim zdaniem Osama był Two Face’em. Tylko Putin nie pasuje do bycia Jokerem – wyobrażacie sobie jak mówi: "Why so serious?".
Kolejna poszlaka w sprawie atomowej rozgrywki, której uczestnikami były służby USA, Rosji oraz al-Kaida.
Normal
0
21
11 lub 12 VIII 2001r. uwięziony w Toronto amerykański obywatel Delmart Vreeland
przekazał strażnikom notatkę w zamkniętym i opieczętowanym pojemniku. Mieli go
otworzyć, gdy w wyznaczonym czasie nie zgłosi się po niego odbiorca. Gdy 14 IX
2001r. Kanadyjczycy otworzyli pojemnik, ich oczom ukazała się odręcznie spisana
notatka z ostrzeżeniami przed zamachami terrorystycznymi. Na długiej liście
celów znalazło się WTC. Opatrzone
to było komentarzem: ,,Let one happen, stop the rest!”
Vreeland czekał w
areszcie na ekstradycję do USA za fałszowanie kart kredytowych. Twierdził
jednak, że jest agentem Wywiadu Marynarki Wojennej izostał w tę sprawę wrobiony. US Navy przyznała, że Vreeland w
niej służył, ale w 1986r. i został szybko wyrzucony. Miał być też wielokrotnym
przestępcą. On z kolei przyznawał się jedynie do jazdy po pijanemu. Twierdził,
że wrócił z Moskwy z tajnej misji związanej z programem ,,Gwiezdnych Wojen” i
szpiegowaniem rosyjskich naukowców z Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej.
Gdy dowiedział się, że w 8 dni po jego aresztowaniu w dn. 10 XII 2000r. zmarł
jego przyjaciel Mark Bastien- pracownik ambasady kanadyjskiej w Moskwie i agent
CSIS, stwierdził że został on otruty, co później wykazała sekcja zwłok.
Ostatecznie przekonał kanadyjski sąd, gdy jego adwokaci 10 I 2002r. zadzwonili
z sali sądowej do dyspozytorki Pentagonu a ona potwierdziła, że por. Delmart
Vreeland ma tam swoje biuro i jeszcze podała numer wewnętrzny do niego.
Vreeland został wypuszczony z aresztu i zyskał tymczasowy azyl.
Skąd wiedział o
zamachach na WTC? Powoływał się na wykradziony przez jednego z amerykańskich
agentów list Udaja Husajna do Władymira Putina. A właściwie ostatnią stronę
tego listu. Jest on
napisany po rosyjsku przez osobę nie znającą dobrze tego języka – pomieszane
czasy, wtrącenia angielskich terminów, ale wziętych z brytyjskiego
angielskiego, czyli inaczej mówiąc, to prawdopodobne, że mógł ona zostać
napisany przez osobę o umysłowości Udaja. Nosi ona datę 9 VI 2000r. W liście tym jest
mowa o tym, że ,,nasi bracia w wierze” przeprowadzą zamachy w USA. WTC,
Pentagon i Three Mile Island ,,nie zostaną chybione” a pozbawieni śladów
Amerykanie oskarżą Osamę. Chiny przystąpią do WTO a Rosja uzyska korzyści w
Europie. ( Udaj mógłby jeszcze dodać: Amerykanie napadną na mój kraj, rozwalą
mnie za pomocą rakiet Hellfire a ciało pokażą telewizji.) Mowa jest tam jeszcze
o "tych bombach atomowych, co zostały przekazane terrorystom, choć oficjalnie
zostały skradzione" oraz o tym, że Mark Bastien zginie a Delmart Vreeland będzie
miał zszarganą reputację.
Bardzo dziwny
list. Niektórzy sugerują, że to
fałszywka przygotowana dla zysku przez Vreelanda. Inni sądzą, że zrobił on to,
by za pomocą kontrolowanego niszczenia reputacji ocalić własne życie. Jednakże
wiele innych twierdzeń Vreelanda zostało pozytywnie zweryfikowanych, choć były
one dziwne. Wiedział on o zamachach na WTC – a plan ten poznał w Moskwie.
Oznacza to więc, że w Moskwie wiedziano o tym co ma nastąpić.
Czy list Udaja do Putina
wskazuje na związki Iraku z Al.-Qaedą? Zauważmy, że Udaj nazywa terrorystów
,,naszymi braćmi w wierze” (dziwne sformułowanie, gdyż Udaj był… ateistą) a nie ,,naszymi ludźmi”. Wiele dowodów rzekomej
współpracy Iraku z Al.-Qaedą zostało z łatwością obalonych. Bardzo jest jednak
prawdopodobne, że Irak miał swoich agentów w Al.-Qaedzie, którzy donosili
Saddamowi o działaniach tej nie darzonej przez niego ufnością organizacji. Z tego
źródła mógł Udaj zaciągnąć swą wiedzę.
Jeśli al-Kaida była elementem gry o przechwycenie broni masowego rażenia (jak zasugerowałem w poprzednim odcinku tego cyklu), to zapewne przetestowała ich działanie w praktyce. Hamid Mir, pakistański dziennikarz, autor kilku wywiadów z bin Ladenem, twierdzi, że al-Kaida testowała "brudną bombę" w prowincji Kunar w Afganistanie w 2000 r. i ma walizkowe bomby nuklearne. Czy jednak zdołała przetestować miniaturowy sowiecki ładunek jądrowy działający na czerwoną rtęć? (Jeden z wielu, które "zaginęły" w latach ’90-tych). Sądzę, że mogło to się zdarzyć już w 1995 r. Przyjrzyjmy się na początek jednemu z zatuszowanych przez rząd USA islamskich zamachów terrorystycznych. Poniżej mój artykuł z przed paru lat, z Polskiego Radia poświęcony temu zdarzeniu.
Terror w sercu Ameryki
Zamach z Oklahoma City powszechnie jest uznawany za dzieło amerykańskiej skrajnej prawicy. Dosyć długo służył on administracji Clintona jako argument w kampanii zwróconej przeciwko posiadaczom broni palnej i ,,prawicowym świrom". Amerykańska lewica wykorzystuje go również do dzisiaj do relatywizowania zagrożeń związanych z muzułmańskim terroryzmem. Ma on wskazywać, że również przeciętny, biały, anglosaski protestant zamieszkujący prerie amerykańskiego Środkowego Zachodu może być równie groźnym terrorystą jak wyszkolony w dolinie Beeka fanatyk z Hezbollahu. Jednakże historia zamachu z Oklahoma City ma swoje drugie dno: islamskie ogniwo.
19 IV 1995 r. o godzinie 9:02budynkiem federalnym im. Alfreda Murraha w Oklahoma City wstrząsnęła potężna eksplozja. Na parkingu przed budynkiem terroryści zdetonowali bombęumieszczoną w ciężarówce. Zginęło 168 osób a około 800 odniosło rany. Wkrótce potemnajednej zautostrad zatrzymano młodego weterana z Zatoki Perskiej Timothyego McVeigha za jazdę bez tablic rejestracyjnych. Szybko ustalono, że był on osobą, która wynajęła użytą w zamachu ciężarówkę Ryder. Śledczy ustalili, że atak terrorystyczny w Oklahoma City został dokonany przez McVeigha i jego przyjaciela Terry’ego Nicholsa. Mieli oni być ,,skrajnie prawicowymi fanatykami" i ,,szaleńcami", którzy zamach na budynek federalny traktowali jako zemstę na rządzie za masakrę w Waco (krwawy szturm siedziby sekty dawidian w Waco w Teksasie 19 IV 1993r.).McVeigh został skazany na karę śmierci, Nichols dostał dożywocie a ich wspólnik Michael Fortier, za zeznania ich obciążające, dostał złagodzony wyrok 12 lat więzienia. Wydaje się, że sprawa zamachu została zamknięta. Jednakże śledztwo lokalnej dziennikarki Jayny Davis wsparte autorytetem czołowych specjalistów od terroryzmu wskazuje, że zamach w Oklahoma City był przeprowadzony przez bliskowschodnich terrorystów.
Premier Izraela Icchak Rabin stwierdził w dniu zamachu, że jest on ,,robotą Hamasu". William Webster – były szef FBI i CIA- jak również wielu specjalistów od terroryzmu wskazywało na ogromne podobieństwo zamachu w Oklahomie do ataku na koszary marines w Bejrucie w 1983r. i zamachów żydowskie cele w Beunos Aires i Londynie w 1994r. Wewnętrzne memo FBI wskazywało, że głównymi podejrzanymi są fundamentaliści islamscy, którzy mszczą się za ,,prześladowanie" terrorystów winnych zamachu na WTC z 1993r. Vincent Cannistaro, były szef antyterrorystycznej komórki CIA, otrzymał jakiś czas wcześniej przez telefon informację od wysoko postawionego oficera saudyjskich służb bezpieczeństwa, mówiącą o obecności w USA terrorystycznej grupy złożonej prawdopodobnie z Irakijczyków, która chce dokonać serii zamachów w USA. Na pierwszym miejscu jej celów znajdował się budynek federalny w OKC. Ostrzeżenie to znalazło się też w wewnętrznych pismach FBI.
Wspólnik McVeigha Terry Nichols w 1994r. często podróżował na Filipiny. Filipińskie służby wywiadowcze zdołały ustalić jego powiązania z lokalnymi islamistami. Złapany szefpowiązanej z Al-Qaedą grupy Abu Sayaf Edwin Angeles opisał śledczym pobyt Nicholsa na Filipinach i jego spotkania z Ramzi Yousefem – organizatorem zamachu na WTC z 1993r. Nichols uczestniczył nawet w ,,terrorystycznym szczycie" w mieście Davao w 1994r. Gdy o zamachu w OKC dowiedział się wspólnik Yousefa Abdul Hakim Murad, odbywający wówczas karę w więzieniu, wykrzyknął:,,To dzieło Armii Wyzwolenia!". Armią Wyzwolenia nazywał Al-Qaedę.
Jayna Davis zdobyła zeznania kilkunastu świadków, którzy widywali McVeigha w towarzystwie śniadego osobnika z Bliskiego Wschodu nazywanego w raportach śledczych ,,John Doe II". Tajemniczego terrorystę widziano razem z McVeigh’em w użytej w zamachu ciężarówce, rankiem 19 IV, gdy pytali się na stacji benzynowej o drogę do budynku Murraha. Widziano ich też razem na parkingu, w miejscu zamachu, minuty przed eksplozją. Było tam obecnych też kilku innych podejrzanie się zachowujących arabsko wyglądających osobników.
Johna Doe II tuż przed zamachem zaobserwowany został za kierownicą oddalającego się w szaleńczych tempie od miejsca zamachu żółtego pick-upa. Półciężarówkę tą widziano potem zaparkowaną przed siedzibą firmy dra Anwara Abdula – Palestyńczyka powiązanego z OWP. Prowadził on małą firmę remontową, w której na kilka miesięcy przed zamachem zatrudnił grupę ,,irackich uchodźców". Jeden z jego pracowników został zidentyfikowany przez świadków jako John Doe II. Jego prawdziwe nazwisko brzmiało Hussain Haszemi Al-Hussaini. Twierdził, że był prześladowanym przez Saddama irackim opozycjonistą. Jednakże dość często plątał się w swoim życiorysie i nie potrafił przekonująco podać żadnego szczegółu ze swej przeszłości. Tatuaże na jego rękach wskazywały, że służył w dywizji Gwardii Republikańskiej Adnan i w specjalnej jednostce irackiego wywiadu – Jednostce 999 Estikhabarat.
Kilkunastu świadków widziało McVeigha i Al-Husseiniego razem z innymi Arabami w motelu Cactus pod Oklahoma City. Zaczęli się tam pojawiać kilka miesięcy przed zamachem i nocowali w tym miejscu 18 IV 1995r. Rankiem odjechali w konwoju samochodów w skład którego wchodziła ciężarówka Ryder, od której dochodził ostry zapach ropy. Wydawało się to podejrzane, gdyż nad bakiem ciężarówki znajdowała się naklejka ,,tylko benzyna". Głównymi składnikami bomby zdetonowanej w OKC były ropa i nawóz azotowy. Właściciel motelu twierdzi również, że gościli u niego też sprawcy zamachów z 11 IX 2001r. – Mohamed Atta, Marwan Al-Shehi i Zacharias Moussaoui mieli przebywać tam 1 VIII 2001r.
Powiązań między zamachem w OKC a zamachami na WTC jest więcej. McVeigh i al-Husseini spotykali się też z czarnym radykałem, który po przejściu na islam zmienił swe nazwisko z ,,Melvin Lattimore" na,,Majahid Abdulquaadir Menepta". Pożyczył on Ramziemu Yousefowi swą kartę kredytową, by ten użył jej w finansowych operacjach związanych z pierwszym zamachem na WTC. Przez pewien czas mieszkał on też razem z Zachariasem Moussaouim. Al-Husseini przed zamachami z 11 IX pracował na lotnisku Logan pod Bostonem. Skarżył się głośno, że ,,jak coś się tutaj wydarzy, to będzie na mnie" i opowiadał psychologowi o tym, że śnią mu się po nocach ofiary zamachu w OKC. Kolega al-Husseiniego z pracy u dra Abdula Majid Ajaj telefonicznie wyznał swojej byłej dziewczynie, że brał udział w zamachu w OKC i przyczynił się do zamachów z 11 IX.
W VII 1996r. londyńska gazeta ,,Al-Quds al-Arabi" opublikowała tekst sygnowany przez Al-Qaedę, w którym organizacja ta przyznawała się do zamachu w OKC. Redaktor naczelny tej gazety jest blisko związany z Osamą bin Ladenem. Jesienią 2001r. amerykańscy żołnierze zdobyli w Kabulu materiały szkoleniowe Al-Qaedy dotyczące budowy bomby, ,,takiej samej, jakiej użyliśmy w Oklahoma City".
Z Jayną Davis skontaktował się,w trakcie jej dziennikarskiego śledztwa, Yosef Bodansky, szef Grupy Specjalnej ds. Terroryzmu Kongresu USA, autor książek poświęconych bin Ladenowi. W II 1995r. wydał on ostrzeżenie przed sponsorowanym przez Iran atakiem terrorystycznym na terenie USA. Na liście celów było Oklahoma City. Atak miał nastąpić po irańskim nowym roku, czyli po 21 IV. Jego Grupa Specjalna dowiedziała się, że terroryści do dokonania zamachu posłużą się ,,białymi ludźmi" bez kryminalnej przeszłości. Izraelski wywiad przesłał w tym czasie ostrzeżenie, że USA zostaną zaatakowane przez islamskich terrorystów rękami ,,nie-Arabów". Między październikiem 1994.r a kwietniem 1995r. odbyła się duża liczba konferencji terrorystów, na których omawiano min. zamachy w USA.
W Oklahoma City istniały utajnione grupy fundamentalistów islamskich. Organizowano tam nawet konferencje z udziałem bliskowschodnich terrorystów. Do zniszczenia Zachodu wzywali na nich min. Khaled Meshaal i mentor bin Ladena dr Abdullah Azzam. W 1993r. kilku islamskich fundamentalistów z Oklahoma City odbyło w prowadzonym przez Hamaspod Chicago obozie szkoleniowym kurs budowania bomb samochodowych. Kursy takie przeszło też około 30 ,,białych ludzi". Po wojnie w Zatoce Perskiej grupy terrorystyczne z Bliskiego Wschodu postanowiły werbować w swe szeregi nie-Arabów. Niektóre z nich myślały wynajmowaniu weteranów Pustynnej Burzy jako swoich najemników. Weteran tej operacji Timothy McVeigh mówił wówczas swoim kolegom, że chciałby być najemnikiem u Arabów, bo ,,oni najwięcej płacą".
W świetle przedstawionych poszlak zamach w Oklahoma City nie wygląda na operację przeprowadzoną przez kilku ,,skrajnie prawicowych szaleńców". Fakty wskazują, że był to jeden z epizodów liczącego 1400 lat dżihadu skierowanego przez islamskich fanatyków przeciwko ich wrogom. Krwawy zamach z Oklahomy powiązany był też z atakami z 11 IX 2001r. Dokonany został przez głęboko zakonspirowaną strukturę fundamentalistycznych radykałów powiązanych ze światową siatką terrorystyczną. A jak dowodzą przykłady Timothy’ego McVeigha i Terry’ego Nicholsa, siatka ta dysponuje swoimi ,,pożytecznymi idiotami", którzy gotowi są związać się na śmierć i życie z największymi wrogami swoich krajów. Jednakże w historii dochodzenia wokół zamachu z Oklahoma City najbardziej niepokoi, to czego nie znamy:przyczyny zignorowania przez rząd USA islamskiego ogniwa. Jak się okazuje ogniwa powiązanego z 11 IX 2001r.
(koniec cytatu)
Czemu sugeruję, że w OKC doszło do niekonwencjonalnej eksplozji? Według świadków jak i sejsmografów, rankiem 19 IV 1995 r. miały miejsce w Oklahoma City 2 eksplozje. Wielu ekspertów – w tym amerykański generał, specjalista od broni nuklearnej, oficerowie SAS i specjaliści od bomb z IRA – twierdzi, że bomba eksplodująca przed budynkiem nie mogła wyrządzić tylu szkód w konstrukcji.Sugerują, że wewnątrz była druga bomba. Skonfiskowano zapisy z kamer, które przedstawiały zamach. Tuż przed eksplozją zaobserwowano silny impuls elektromagnetyczny, który zgasił światła w budynku, wykasował twarde dyski i sprawił, że elektroniczny kompas w jednym z samochodów przed budynkiem zaczął wariować. Psy ekip ratowniczych szybko zdechły a do ruin nie pozwalano zbliżyć się nikomu z licznikiem Geigera. Na miejscu rzekomo znaleziono ślady trytu.
W powyższym artykule nazwałem McVeigha "pożytecznym idiotą". Wielu badaczy sprawy zamachu z Oklahoma City sądzi, że McVeigh był rządowym prowokatorem. On sam twierdził w więzieniu, że należał do tajnego wojskowego oddziału walczącego z terroryzmem. Jego wersję uwiarygadnia film ze specjalistycznego wojskowego szkolenia, które odbył już po rzekomym zwolnieniu z armii. Jedyną ,,prawicową" grupą z którą był związany była ,,neonazistowska" zbieranina z obozu w Elohim City. W grupie tej roiło się od agentów FBI, informatorów i prowokatorów.Jej przywódcą był Alois Strassmeir, któremu dowiedziono, że już w Niemczech był rządowym szpiegiem wśród skrajnej prawicy. Tuż po zamachu Strassmeir opuścił bez przeszkód USA. Nawet go nie przesłuchano. To nie ma sensu, chyba, że uznamy, że budynek Murraha w OKC poświęcono w imię wyższych celów – zdobycia broni masowego rażenia znajdującej się w rękach terrorystów i obcych agentów, która mogła (i zapewne jeszcze może) pozbawić USA statusu supermocarstwa.