Krótka historia sabotażu lotniczego – cz. 10: Pietrozawodzk 2011

mgla

Jeśli czytaliście Bieszanowa lub Mackiewicza, to wiecie, że Ruscy są niewolnikami schematów. Eksploatują do końca starą kliszę. Tak było zapewne i tym razem.

W Karelii, na ostatnim kilometrze przed rozpadającym się lotniskiem w Pietrozawodzku, rozbija się we mgle samolot Tu-134 (rok produkcji 1980) linii "Russ Air". Jak podają ultramainstreamowe media:

"Wśród ofiar wypadku Tu-134, który rozbił się i zapalił w północnej Rosji, są przedstawiciele trzech firm jądrowych – podał portal Newsru.com.

W wyniku tragedii zginęło niemal całe kierownictwo EDO HydroPress, który jest częścią Rosatomu – państwowej korporacji zarządzającej energetyką nuklearną w Rosji. Tu-134 lecieli też inni przedstawiciele firmy: zastępca dyrektora firmy i dwaj najważniejsi projektanci. Zginął również główny technolog OKBM i szef Atomenergomash. Wszyscy przedstawiciele firm jądrowych lecieli na spotkanie organizowane przez koncern Petrozavodskmash."

Firma EDO HydroPress projektuje i uczestniczy w budowie reaktorów nuklearnych. Ciekawe, czy w Iranie i Syrii też?

"- Wstępne dane sugerują, że błąd pilota był wyraźny: w złych warunkach pogodowych pilot gwałtownie skręcił w prawo i we mgle do ostatniej chwili wzrokowo poszukiwał pasa startowego, którego nie znalazł – oświadczył Iwanow we Francji, w czasie wspólnej wizyty z premierem Władimirem Putinem.

Iwanow, który nadzoruje lotnictwo w Rosji, ocenił, że katastrofa rosyjskiej maszyny, która wydarzyła się podczas próby lądowania, przy złej widoczności, przypomina katastrofę pod Smoleńskiem"

Iwanow jak widać bardzo dobrze nadzoruje rosyjskie lotnictwo – wrak jeszcze dymi, a on z drugiego końca Europy widział jak pilot wypatrywał przez okno pas startowy.

". – Maszyna zawadziła też o linię wysokiego napięcia, odcinając dopływ prądu do świateł pasa startowego, na którym miała wylądować, podaje szef portu lotniczego w Pietrozawodsku, Aleksiej Kuzmicki. Tę wersję wydarzeń potwierdził także jeden z wysokich rangą karelskich urzędników ds. bezpieczeństwa, Nikołaj Fiedotow. Przyczyny wypadku nie są jeszcze znane, jednak rosyjskie agencje spekulują, że mógł się zepsuć system naprowadzania."

A jak podają niszowe media:

"Oto bowiem okazuje się, że samolot TU-134 nie mógł uszkodzić linii wysokiego napięcia, a tym samym przerwać dostawy prądu do lotniska i wyłączyć świateł na pasie, bo – jak podają władze regionu Karelii – przed pasem lotniska nie ma żadnej linii elektrycznej.

Co prawda MAK potwierdził, że oświetlenie pasa rzeczywiście na moment zostało wyłączone, ale – jak podaje korespondentka TVP Info – ten fakt wykluczono jako przyczynę katastrofy."

A jak podają światowe media:

"The first thing that the plane had contact with was a pine tree of about 15 meters high," said Alexander Neradko, head of the Russian Federal Aviation Agency on Russian state TV.

"This proves that the plane didn’t break in mid-air but that all those destructions were inflicted to it as a result of that contact," he said.

Czemu Nieradko nagle zaczyna mówić o rozpadzie samolotu w powietrzu – wcale nie pytany o to? A kondolencje to złożył przed "katastrofą" czy dopiero po niej?

The Michel Aoun Project – Aoun libańskim Giertychem?

Miłośnikom tematyki libańskiej polecam film dokumentalny "The Michel Aoun Project". Mimo, że wydawało mi się, że wiem o libańskiej wojnie domowej już dostatecznie dużo – po jego obejrzeniu uznałem, że to wciąż za mało. Autorzy sugerują szokującą tezę – generał Aoun od początku do końca był syryjskim agentem, który miał zniszczyć od środka obóz libańskich chrześcijan. Po roku 2005 r. zaczął wykonywać to zadanie ponownie, ale już z otwartą przyłbicą. Wyraźne analogię z prosowiecką, endecką rodziną G., która odgrywała podobną rolę na polskiej prawicy. Cały film do obejrzenia – tutaj. (Link podesłany przez życzliwego czytelnika).

Baj de łej – w Libanie mają właśnie najbardziej prosyryjski rząd od połowy lat ’80-tych. Stronnictwo Aouna odgrywa w nim ważną rolę.

Turecka rozgrywa w Syrii + wakacyjne sprzątanie

akp
Jak się można było spodziewać AKP premiera Erdogana odniosła po raz trzeci z rzędu piorunujące zwycięstwo w wyborach – mimo, że straciła nieco miejsc w parlamencie i nie będzie w stanie samodzielnie zmienić konstytucji. I co się dziwić wciąż ogromnemu poparciu dla AKP – pod rządami tej partii Turcja bardzo dynamicznie rozwija się gospodarczo, ogrywa wszystkich dyplomatycznie, staje się na powrót bliskowschodnim liderem. Turkom podoba się też demontaż Głębokiego Państwa i umiarkowany konserwatyzm AKP. Krytycy AKP mówiący o pełzającej reislamizacji Turcji nie do końca mają rację. Partia ta jest kontrolowana przez ruch szejka Gullena, który reprezentuje klasycznego sunnickiego islamu, ale raczej różne dziwne prądy z jego obrzeża. Co ciekawe ruch Gullena był produktem Głębokiego Państwa, tureckie służby MIT używały go jako przykrywkę do swej zagranicznej działalności. Dlatego też działalność AKP nie została w porę powstrzymana przez wojsko. Kiedy ta partia doszła do władzy zaczęła pożerać Głębokie Państwo rozpętując lipną aferę Ergenekonu. Baj de łej – do tureckiego parlamentu dostała się spora grupka posłów oskarżonych o współpracę z Ergenekonem, niezły pretekst do czystek. 
AKP reprezentuje program neottomański. I to ma duże szanse na sukces. Dzięki sprowokowaniu masakry na Mavi Marmara Turcja może się przedstawiać jako główny obrońca Palestyńczyków. Kryzys w Grecji usunął zagrożenie z Zachodu a fala rewolucji osłabiła konkurentów ze świata arabskiego takich jak Syria czy Egipt. Turcy zaczynają też odbudowywać swoją pozycję na Bałkanach. 
Ciekawie zapowiada się turecka polityka wobec Syrii. Gdy syryjska rewolucja zaczęła przygasać, doszło do niespodziewanej eskalacji na północy. W mieście Jisr a-Shugur "nieznani sprawcy" zabili w zasadzce 120 agentów bezpieki i żołnierzy. Doszło do krwawej pacyfikacji miasta i jego okolic przez syryjski aparat przemocy. Turecki rząd przeprowadził antysyryjską ofensywę dyplomatyczną i… posłał siły specjalne do Syrii! W sposób wyraźny Turcja dokonuje destabilizacji konkurenta w walce o przywództwo na Bliskim Wschodzie. Assad, po dokonanych przez siebie masakrach, nie będzie miał już pola manewru w zwodzeniu Zachodu. Nie będzie mógł się również dłużej przedstawiać za granicą jako "obrońca arabskiego ludu". Będzie już tylko i wyłącznie wasalem Teheranu. 
Tymczasem w niebezpieczną grę zaangażowała się egipska junta:
rozpętała aferę szpiegowską wymierzoną w Izrael. Jednocześnie egispkie media straszą naród, że Żydzi trują ich skażonym ziarnem. A służby junty wysłały do Gazy delegację Bractwa Muzułmańskiego na rozmowy z Hamasem.
Z rzeczy, które wydarzyły, się gdy byłem w Rumunii (więc nie mam z nimi nic wspólnego), a są warte odnotowania:
Zginął Mohamed Fazul – bardzo zdolny terrorysta afrykańskiej al-Kaidy. Dziwna sprawa: zastrzelony został na checkpoincie przez somalijską armię, kontrolującą mały skrawek Mogadishu. Ciut wcześniej zginął somalijski minister spraw wewnętrznych – atak samobójczy dokonany przez jego własną kuzynkę. Ktoś zwija jakąś operację specjalną…
Zastrzelono również płka Jurija Budanowa – rosyjskiego wojskowego skazanego za brutalny gwałt oraz morderstwo w Czeczenii i zarazem bohatera rosyjskiej larkowskopodobnej skrajnej prawicy. Jeśli zastrzelili go autentyczni czeczeńscy patrioci, to im gratuluję, jeśli kadyrowcy, to oznacza, że Rosja traci kontrolę nad Północnym Kaukazem. Budanow miał pogrzeb z honorami wojskowymi.

Rumuńskie impresje

parlament
"Romania. Honor et patria"
            Przydrożne grafitti w Transylwanii
Jeśli sądzicie, że Rumunia to dziadowski kraj, w którym panuje głód, nie ma ciepłej wody a bosonodzy, śniadzi pasterze łapią turystów na organy – to jesteście idiotami. Właśnie wróciłem z Rumunii i mówię Wam, że to dynamicznie rozwijające się państwo jest naprawdę wspaniałym miejscem na spędzenie wakacji. Stosunkowo dobrze zachowana górska przyroda, zabytki będące architektonicznymi perełkami na skalę europejską, ciekawa kultura i historia tych ziem, dobre jedzenie, tani alkohol oraz ładne, szykowne dziewczyny – czego więcej chcieć?
Odwiedziłem m.in.: Hundedoarę (zamek Jana Hunyadi kontrastujący z położonym obok industrialnym kompleksem), Alba Julię, Sibiu (średniowieczno-secesyjne miasto z budynkami z "oczami"), Poienari (autentyczny zamek Vlada Tepesa), Bukareszt (bardzo chaotyczne miasto, z kilkoma secesyjnymi perełkami oraz największym budynkiem w Europie – masywnym, kapiącym luksusem, marmurowym Parlamentem zbudowanym w latach ’80-tych przez Ceausescu – absolutny hit!), Sinaia (piękny zamek Peles – rezydencja króla Karola), Bran (królewska rezydencja w której bywał Marszałek), Braszow (odpowiednik Zakopanego ale z ładną starą architekturą), Cluj-Napoca (o nim niżej), Sigishoarę (miasto Vlada Dracul i Hermana Obertha), chłopsko-saskie twierdze w Prejmer i Rasnovie oraz nieco zapomniane miasto Oradea (pełne jednak monumentalnych budowli stworzonych przez wiedeńskich architektów).
Kraj poznawałem  nie tylko w ramach "standardowego" zwiedzania. W Bukareszcie miałem okazję spotkać się z moją mołdawsko-rumuńską przyjaciółką Aną (dziennikarką ekonomiczną) oraz z jej kolegami z bukaresztańskich redakcji. Odbyliśmy całkiem ciekawe i szczere rozmowy o naszych państwach. Oni byli np. zdziwieni, gdy powiedziałem im, że w Rumunii są lepsze autostrady niż w Polsce oraz zaskoczeni tym, co Donek wyprawia z kibicami. Miło budować autentyczną przyjaźń między narodami 🙂
Po "Paryżu Wschodu" moją wycieczkę oprowadzała pani Eugenia, miła rumuńska staruszka, odznaczona przez prezydenta Kaczyńskiego za wkład w budowanie relacji naszych narodów. Opowiadała jak wprowadzano w Rumunii komunizm i jak się on sypał – była represjonowana jeszcze jako dziecko, więc to były opowieści z pierwszej ręki. Co ciekawe podziela ona "oszołomskie opinie", o tym, że Ceausescu został obalony w wyniku sowieckiego spisku. Mały minus dla niej jednak, bo nie lubi generała Pacepy…
Wyjazd ten dał mi również okazję do zaobserwowania kilku ciekawych etnicznych zjawisk. Zdziwić nas może np. że w Siedmiogrodzie znajdziemy tak wiele pozostałości niemczyzny – w tym tablice w saskich kościółkach, na których widnieją nazistowskie orły (ale z krzyżem zamiast swastyki). Natomiast czasem bardzo kuriozalne, aczkolwiek w pełni zrozumiałe jest ciągłe odwoływanie się przez Rumunów w Transylwanii i Kriszanie do swoich praw do tych ziem. Tak więc widzimy tam rumuńskie flagi na każdym kroku, ale również "imperialną" rumuńską zabudowę postawioną  już w międzywojniu. Widać to szczególnie w Cluj-Napoca. Kilkaset metrów dalej od pięknej, "węgierski" katedry Archanioła Michała i pomnika króla Macieja Korwina znajduje się monumetalna (i również bardzo piękna) katedra prawosławna i pomnik chłopskiego powstańca Avrama Iancu. Pomiędzy nimi mamy budowle z imperialnymi rzymskimi symbolami i wilczycę kapitolińską. Burmistrz Cluja, nacjonalista Gheorghe Funar, wokół pomnika Macieja Korwina "zorganizował" przeszklone daszki w chodniku pokazujące, że kilka metrów pod spodem wykopano resztki rzymskiego forum a na domu urodzenia tego króla zawiesił tablicę, z której wynika, że Maciej Korwin był… Rumunem. Węgierscy nacjonaliści z kolei żartują sobie, że Funar to taki zaradny i gospodarny burmistrz, że musi być… Węgrem. 
W Cluju sam lekko podgrzałem konflikt narodowościowy pytając kelnerki czy jest Rumunką czy Węgierską (chciałem po prostu podziękować jej w ojczystym języku). Jej mina była pełna oburzenia. "I’m a Romanian" – odparła. Uśmiechnęła się, gdy odpowiedziałem po rumuńsku "Dziękuję".
Ta obsesja Rumunów na temat ich rzymskiej przeszłości może nas śmieszyć, ale odegrała ona bardzo pozytywną rolę w historii. Dzięki niej rumuńskie prawosławie i co za tym idzie rumuński naród – nie reprezentuje takiej ciemnoty jak w Rosji, na Ukrainie czy w Serbii. Odwołując się do rzymskiej przeszłości – Rumuni nie mogą się wyrzec związków z Zachodem, na czym korzystają intelektualnie. W końcu, skoro Węgrzy uważają się za potomków Hunów…
Ps. Fotki z Rumunii będą sukcesywnie umieszczane na Facebooku, na moim profilu.

Wyjazd do Rumunii

W weekend przekroczę granicę rumuńską … i mam nadzieję, że nie zostanę internowany. Będę zwiedzał miasta Siedmiogrodu i częściowo Wołoszczyzny – w tym Bukareszt. W planach słuchanie rumuńskiego disco, przebijanie osikowym kołkiem Ceaucescu, picie mołdawskiego wina z gen. Pacepą, grillowanie z wetami Żelaznej Gwardii, wędrówki śladami Vlada Tepesa (może spotkam jakąś wampirzycę spragnioną mojej krwii – i nie tylko krwii 🙂
A na poważnie: Rumunia to jeden z najciekawszych krajów Europy i do tego mający silne związki z Polską. Plemiona wołoskie zasiedlały Karpaty aż po Śląsk Cieszyński, co wpłynęło na pojawienie się w góralszczyźnie rumuńskich słów (np. baca, limba, redyk) i zwyczajów. Polscy osadnicy też napływali do Rumunii – i stąd niektórzy wybitni rumuńscy artyści, politycy (np. Corneliu Zelenea Codreanu) i wojskowi mieli polskie pochodzenie. W Rumunii chętnie wypoczywał Marszałek Piłsudski, przyjaźnił się z rumuńską rodziną królewską i był honorowym dowódcą jednego z rumuńskich pułków. Co prawda w 1939 r. rumuńskie państwo podle potraktowało nasze władze ("Rumunia wchodzi do wojny z jednym sojusznikiem, a wychodzi zawsze z zupełnie innym" – mawiał Marszałek), to jednocześnie otoczyło opieką polskich uchodźców i przymknęło oko na ewakuację naszego złota i wojskowych kadr. Rumunia to również kraj, w którym Polska ma wielu przyjaciół – sam znam tam jedną polonofilkę.
A by przypomnieć łączące nas Rumunią akcenty – tutaj macie przedwojenny przebój "Piękne Rumunki".
Ja natomiast mam zgryz. Bardzo lubię zarówno Rumunów jak i Węgrów…

Krótka historia sabotażu lotniczego – cz. 9a : Smoleńsk 2010

Powyższa mapka pokazuje miejsce w którym, na 15 m wysokości nad gruntem doszło do zamrożenia pamięci komputera pokładowego FMS w rządowym Tu-154M 10 IV 2010 r. Informacje o tym zostały odczytane przez amerykańskiego producenta komputerów pokładowych i zostały zagrzebane w raporcie MAK. Zamrożenie pamięci na 15 m to wynik nagłego przerwania zasilania. Tak się akurat składa, że w tej samej chwili przestał działać również wysokościomierz i skończył się zapis czarnych skrzynek. To mniej więcej w tym miejscu jeden z rosyjskich świadków widział "oślepiający błysk", a później inny, świadek, kilkumetrowy płomień odchodzący od ogona Tupolewa. Kilka dni później "zupełnie przypadkowo" ktoś zadał sobie wiele trudu by wyklepać dyszę trzeciego silnika – znajdującego się właśnie przy płonącym ogonie samolotu. Na mapie widzimy też części samolotu zaznaczone odpowiednio 11.04.2010 oraz 12.04.2010 – to ta sama część statecznika, z analizy zdjęć satelitarnych widać, że została przez kogoś przeniesiona z okolicy miejsca zamrożenia pamięci FMS i "oślepiającego błysku" bliżej miejsca rozbicia się reszty Tupolewa.

A teraz przypomnijcie sobie co pisałem na ten temat, powołując się na własne informacje jakiś czas temu. Przeczytajcie dokładnie. Jeśli już to zrobiliście, przeczytajcie drugi raz. Przeczytajcie linki, które tam wstawiłem. Będziecie wszystko już rozumieli. Dopytujecie się o motyw – mówił o tym już Andriej Iłłarionow, były doradca Putina.
Ps. Zastanawiające, że kiedy np. Jarosław Kaczyński powiedział coś o "zdradzonych o świecie" to przez media przetoczył się ryk oburzenia, że sugeruje zamach. A gdy kilka tygodni temu Antoni Macierewicz otwartym tekstem, bez owijania w bawełnę mówił, że Tupolew rozpadł się w powietrzu, nikt nie dworował z jego "oszołomskich teorii", nikt się nie oburzał na jego "podłe oskarżenia". Dziwne prawda? Tak samo media nie zareagowały, gdy Macierewicz mówił (powołując się na prof. Marka Żylicza) o tajnym pakcie Tusk-Putin o przekazaniu śledztwa w całości czekistom. I nikt się nie zająknął z oburzenia…

Kaddafi za Assada + Kapitulacja Netanjahu

Pamiętacie jak jakiś czas temu libijski reżim oburzył się, że Kaddafiego zaczął ścigać MTK? Co wtedy powiedzieli Libijczycy? "Przecież Assad robi to samo i nikt go nie ściga". Czemu użyli tak kuriozalnego argumentu? Bo USA dogadały się z Rosją na zasadzie: Kaddafia za Assada. Czyli Kreml pozwoli Zachodowi obalić Kaddafiego (o ile oczywiście NATO skończy z minimalistycznym zaangażowaniem w Libii i zacznie robić coś konkretnego), a Zachód da spokój Assadowi. 

Syryjska rewolucja jest już i tak bliska smutnego końca. Wojsko i bezpieka tłumią rebelię w brutalny sposób (np. zamęczając dzieci w izbach tortur), przywódcy opozycji uciekli do libańskiego Trypolisu (bastionu Bractwa Muzułmańskiego) a Druzowie i chrześcijanie woleli się nie narażać i zachowywali się biernie…
Tymczasem w Izraelu dzieją się niezwykle interesujące rzeczy. NETANJAHU POPISUJE SIĘ ORATORSTWEM W KNESECIE I KONGRESIE MÓWIĄC, ŻE NIE ODDA NAWET PIĘDZI IZRAELSKIEJ ZIEMI, STAWI CZOŁA HAMASOWI ORAZ IRANU  ITP. TO WSZYSTKO LIPA POD PUBLICZKĘ. RZĄD NETANJAHU POSTĘPUJE DOKŁADNIE ODWROTNIE NIŻ MÓWI.
Według niedyskrecji izraelskich służb: Netanjahu przyjął egipski plan przewidujący otwarcie przejścia w Rafah  i zgodził się, by USA i Egipt doprowadziły do pojednania Fatahu z Hamasem. Egipskie służby obiecały mu, że będą kontrolować sytuację w Gazie i przy okazji Egipt weźmie na siebie aprowizację Strefy. To, że przy okazji Hamas sprowadza sobie tam duże partie rakiet,  Netanjahu już mniej obchodzi… Jak już wcześniej tutaj pisałem, Netanjahu zgadza się też na powstanie państwa palestyńskiego w granicach NIEWIELE odbiegających od linii rozejmowych z 1949 r. (kilkunastokilometrowe korekty to naprawdę kosmetyka). 
Również antyirańską retorykę izraelskiego rządu można tak naprawdę potłuc o kant d… Jak się bowiem dowiadujemy, tamtejsze rekiny biznesu dostarczają Irańczykom strategiczne materiały takie jak paliwo…
Antysemici bardzo się mylą. Żydzi nie są wcale mądrym narodem. Filosemici też są w błędzie. Semitom największe świństwa wyrządzają zazwyczaj nie antysemici, ale inni Semici.

Duńskie impresje

"Przeklęci Duńczycy!!!" – krzyczał w serialu "Królestwo" Larsa Von Triera pozbawiony poczucia humoru szwedzki lekarz. 🙂
W piątek (akurat w porze przyjazdu Obamy) wrócił z Kopenhagi do Warszawy. I naszły mnie następujące impresje (poza tym, że to miasto zdecydowanie nie na kieszeń przeciętnego Janka Bodakowskiego) :
Przede wszystkim zajefajna architektura. Mnóstwo XVIII w. budynków zaprojektowanych z fantazją – jak np. "kościana wieża" na siedzie senatu. Od wszystkiego bije jednak taki dziwny, protestancki chłód. Uczucie to diametralnie się jednak zmienia – gdy się napijesz razem z Duńczykami (o czym za chwilę).
Jako militarysta nie mogłem pominąć muzeum duńskiego ruchu oporu – mała placówka, bo sam ruch oporu był bardzo mały (więcej Duńczyków służyło w Waffen SS), ale bardzo fajna instytucja. Zobaczymy w niej nie tylko chałupniczo wykonany samochód pancerny (duńską wersję "Kubusia"), czy działko Madsena 20 mm, ale przede wszystkim widać tam jak należy prowadzić politykę historyczną. Duńczycy chwalą się swoimi nawet najmniejszymi osiągnięciami i jednocześnie rozdmuchują swoją martyrologię (!) w efekcie cały świat ma wrażenie, że w czasie wojny uratowali kilka milionów Żydów i mieli potężny ruch oporu. A co by było, gdyby Duńczycy zastosowali się do rad Cezarego Michalskiego?
Przy okazji mała ciekawostka: "Tysk" znaczy po duńsku "niemiecki". 
Najbardziej intrygującym miejscem w Kopenhadze jest jednak Wolne Miasto Christiania – zajęte w latach ’70-tych przez hipisów. Niestety nie można tam robić zdjęć, ale widok jest naprawdę powalający – zioło sprzedawane na straganach, różni "klimatyczni" ludzie, murale, "klimatyczne" knajpy, jakieś bezpańskie psy, znaki typu "sikaj gdzie popadnie, tu jest to dozwolone" a przy wyjściu transparent "You are entering now the EU" 🙂 W Christianii obowiązuje oddzielny reżim prawny. Jej główne zasady to : zero przemocy, zaero prywatnych samochodów, zero kurtek z symbolami gangów motocyklowych, zero broni palnej, zero kamizelek kuloodpornych, zero kradzionych rzeczy i… zero twardych narkotyków. W jednej z miejscowych galeryjek wisiały plakaty wymierzone w twarde narkotyki. W innej, na ekspozycji poświęconej Wolnemu Tybetowi mała wystawa… swastyk.
W okolicach Christianii, wyczaiłem natomiast barek przypominający klimatem warszawską "Bajkę"  i ściągający podobną klientelę. Tam właśnie miałem okazję napić się z Duńczykami – i przy okazji podpatrzeć ich kulturę picia. A więc: piwo, kieliszek wódki, piwo, kieliszek wódki… Miejscowi byli zdziwieni, że swój kieliszek wypiłem jednym haustem. Przy okazji uświadamiałem ich, że w raporcie MAK piszą kłamstwa ("Not the drunken general?") a za zamach Smoleński odpowiadają Ruscy ("Not your prime minister?"). 
Będąc w Kopenhadze narysowałem też karykaturę Mahometa. Na serwetce, w kebabownii. Fotkę tej karykatury oraz kilka innych fotek z Kopenhagi można obejrzeć u mnie na Fejsie.