
Jeśli czytaliście Bieszanowa lub Mackiewicza, to wiecie, że Ruscy są niewolnikami schematów. Eksploatują do końca starą kliszę. Tak było zapewne i tym razem.
W Karelii, na ostatnim kilometrze przed rozpadającym się lotniskiem w Pietrozawodzku, rozbija się we mgle samolot Tu-134 (rok produkcji 1980) linii "Russ Air". Jak podają ultramainstreamowe media:
"Wśród ofiar wypadku Tu-134, który rozbił się i zapalił w północnej Rosji, są przedstawiciele trzech firm jądrowych – podał portal Newsru.com.
W wyniku tragedii zginęło niemal całe kierownictwo EDO HydroPress, który jest częścią Rosatomu – państwowej korporacji zarządzającej energetyką nuklearną w Rosji. Tu-134 lecieli też inni przedstawiciele firmy: zastępca dyrektora firmy i dwaj najważniejsi projektanci. Zginął również główny technolog OKBM i szef Atomenergomash. Wszyscy przedstawiciele firm jądrowych lecieli na spotkanie organizowane przez koncern Petrozavodskmash."
Firma EDO HydroPress projektuje i uczestniczy w budowie reaktorów nuklearnych. Ciekawe, czy w Iranie i Syrii też?
"- Wstępne dane sugerują, że błąd pilota był wyraźny: w złych warunkach pogodowych pilot gwałtownie skręcił w prawo i we mgle do ostatniej chwili wzrokowo poszukiwał pasa startowego, którego nie znalazł – oświadczył Iwanow we Francji, w czasie wspólnej wizyty z premierem Władimirem Putinem.
Iwanow, który nadzoruje lotnictwo w Rosji, ocenił, że katastrofa rosyjskiej maszyny, która wydarzyła się podczas próby lądowania, przy złej widoczności, przypomina katastrofę pod Smoleńskiem"
Iwanow jak widać bardzo dobrze nadzoruje rosyjskie lotnictwo – wrak jeszcze dymi, a on z drugiego końca Europy widział jak pilot wypatrywał przez okno pas startowy.
". – Maszyna zawadziła też o linię wysokiego napięcia, odcinając dopływ prądu do świateł pasa startowego, na którym miała wylądować, podaje szef portu lotniczego w Pietrozawodsku, Aleksiej Kuzmicki. Tę wersję wydarzeń potwierdził także jeden z wysokich rangą karelskich urzędników ds. bezpieczeństwa, Nikołaj Fiedotow. Przyczyny wypadku nie są jeszcze znane, jednak rosyjskie agencje spekulują, że mógł się zepsuć system naprowadzania."
A jak podają niszowe media:
"Oto bowiem okazuje się, że samolot TU-134 nie mógł uszkodzić linii wysokiego napięcia, a tym samym przerwać dostawy prądu do lotniska i wyłączyć świateł na pasie, bo – jak podają władze regionu Karelii – przed pasem lotniska nie ma żadnej linii elektrycznej.
Co prawda MAK potwierdził, że oświetlenie pasa rzeczywiście na moment zostało wyłączone, ale – jak podaje korespondentka TVP Info – ten fakt wykluczono jako przyczynę katastrofy."
A jak podają światowe media:
"The first thing that the plane had contact with was a pine tree of about 15 meters high," said Alexander Neradko, head of the Russian Federal Aviation Agency on Russian state TV.
"This proves that the plane didn’t break in mid-air but that all those destructions were inflicted to it as a result of that contact," he said.
Czemu Nieradko nagle zaczyna mówić o rozpadzie samolotu w powietrzu – wcale nie pytany o to? A kondolencje to złożył przed "katastrofą" czy dopiero po niej?



