
Krótka historia sabotażu lotniczego – cz. 6 : Strage di Ustica



Na froncie niewiele się zmieniło, choć spadł jeden amerykański F-15, a ekipa ratunkowa ostrzelała libijskich rebeliantów pomagających pilotom, bo myślała, że to ludzie Kaddafiego. Przypominają mi się wspomnienia pewnego marines z Pustynnej Burzy. Gostek chwalił się tym, że kierował ogień artyleryjski na sojuszniczych Syryjczyków, bo wyglądali podobnie jak Irakijczycy. No cóż, mylą się nawet mistrzowie – więc powinniśmy docenić humanitarny gest brytyjskiej załogi, która oszczędziła cel, bo wokół niego kręciło się za dużo cywilów.
W każdym bądź razie ta operacja jest jakoś dziwna. Siły w nią zaangażowane są bardzo małe. Libijskie niebo patroluje tylko sześć zachodnich samolotów! Mimo to, jak donosi kanadyjska prasa: alianckie samoloty często wracają do baz bez zrzucania bomb. Albo brakuje celów, albo ktoś bombardowania zbytnio ogranicza.
Oficjalne cele operacji nie zostały jeszcze ustalone, nieoficjalne nie są podawane do wiadomości. W każdym bądź razie Amerykanie postawili na totalną rozwałkę na Bliskim Wschodzie. Ostatnio toczyłem dyskusję, w której zostałem potępiony, za to że zaproponowałem, by alianci pieprznęli pociskiem cruise w Kaddafiego w trakcie jednego z licznych wieców. Moje rozumowanie: będzie go wtedy łatwo namierzyć, a rozwalenie go przed kamerami da do myślenia wielu złym ludziom. Argumenty mojego dyskutanta: "przecież byłaby to zbrodnia wojenna!!! świat arabski obróciłby się przeciw Ameryce! Doszłoby do fali zamachów terrorystycznych!" A kto byłby na takim wiecu jak publika starannie dobrana przez bezpiekę? A dzisiaj arabska ulica kocha USA? Czy znienawidziłaby Amerykanów bardziej, za to, że rozwaliliby gostka, którego szczerze nienawidzą? Czy może nabraliby respektu i uznali, że Barack Obama to pieprzony Kaiser Soeze współczesnych stosunków międzynarodowych i lepiej mu nie podskakiwać?
Krytycy operacji wskazują, że libijska opozycja to w dużej mierze al-Kaida. Pamiętajmy, że Libijczycy stanowili dużą część terrorystów, z którymi Amerykanie walczyli w Iraku. Amerykańskie służby ostrzegają zaś, że interwencja może zaaktywizować al-Kaidę, jeśli konflikt będzie się przedłużał. Czy mamy się bać? Jak twierdzi w tym arcyciekawym wywiadzie włoski profesor Vittorio Emanuele Parsi:
Wszyscy próbują zrozumieć, kim są i czego chcą libijscy rebelianci. Czy mają związki z al Kaidą, czy to walka o wolność i demokrację, a może chodzi o wojnę plemienną?
Vittorio Emanuele Parsi: To jest anarchiczna rewolucja, w której można znaleźć wszystkie te elementy. Z jednej strony rebelianci domagają się demokracji, z drugiej to jest też walka Cyrenajki o uniezależnienie od Trypolitanii. Trudno również lekceważyć wpływy islamskich integrystów, ale proszę zwrócić uwagę, że w Bengazi nikt na razie nie pali flag Izraela czy USA. Jeśli natomiast Kaddafi utrzyma się przy władzy, wówczas rebelianci – w poczuciu własnej klęski i zdrady Zachodu – mogą faktycznie dać się wciągnąć w orbitę al Kaidy i z tych pozycji atakować i Kaddafiego, i Zachód. W tym konflikcie al Kaida byłaby prawdziwym zagrożeniem, gdyby Kaddafi pozostał przy władzy, a nie odwrotnie.
A tymczasem:
SYRIA – maskary w Derra (albo Darra, różnie piszą), ciąg dalszy. Tym razem wojsko strzela do ludzi wychodzących z meczetu. Niepokoje rozlewają się na resztę kraju.
JEMEN – Saudowie szykują się na porzucenie Saleha.
IZRAEL – ciąg dalszy palestyńskiej ofensywy terrorystycznej, tym razem standardowy zamach na autobus. Dziwne, że tylko jedna ofiara śmiertelna.
EGIPT- demonstranci znowu sfajczyli siedzibę kairskiej bezpieki. Breaking the law! Breaking the law!
WŁOCHY – prokuratura zrobiła przeciek w postaci fotek z bunga bunga.

W Tobruku i Bengazi wylądowali amerykańscy oraz francuscy doradcy wojskowi dowiezieni tam drogą morską! Mają pomóc opozycji obronić się przed siłami Kaddafiego oraz przygotować
teren na przybycie obcych wojsk (możliwe, że egipskich). Istne Africa Korps…
Poniżej bonus, czyli mój wczorajszy występ w Telewizji Narodowej
przed ambasadą Tunezji w Warszawie – wraz z kolegą Markiem "Bałkanem"
Skawińskim. Tą akcją z krzyżem mnie rozwalili 🙂 Jakiś policjant się
przeraził, że robią tam drugie Krakowskie 🙂 Poza tym – mówiłem im, by
mnie nie filmowali pod portretem Dmowskiego, bo jestem piłsudczykiem.
(Portret Dmowskiego pasuje do mnie jak do Wielomskiego transparent
"Zakaz pedałowania".) Ale wstrętne endeki mnie nie posłuchały. Jestem
oburzony!!! 🙂

Dlaczego warto przyglądać się wydarzeniom w Egipcie:
– Bo Hosni Mubarak ma 82 lata i raka. Gdyby w jego kraju nie doszło do największych protestów o 1977 r. to i tak długo by nie porządził a sukcesja wcale nie jest pewna…
– Bo jego syn Dżemal (typowany na następcę) oraz żona Suzzane ponoć już odlecieli do Europy
– Bo Bractwo Muzułmańskie jest w Egipcie potężne i sprzymierzone z Iranem. Na razie siedzi cicho, ale jak protesty się rozleją…
A poza tym już wiele lat temu wskazywano, że to właśnie Egipt ma największe szanse na stanie się drugim Iranem.


Assange ma arabskich naśladowców: al-Jazeera i Guardian opublikowały tajne palestyńskie dokumenty z negocjacji z rządem Olmerta prowadzonych pod egidą Amerykanów w 2008 r.
Wyłania się tych papierów obraz na pierwszy rzut oka szokujący dla Palestyńczyków. Okazuje się bowiem, że ludzie Abbasa szli wówczas na duże ustępstwa wobec Izraelczyków. Saeb Earkat mówił nawet, że daje Izraelowi możliwość stworzenia największej w historii Yerushalaim. Gdy się jednak wgłębimy, widzimy, że zachowanie palestyńskich negocjatorów było dosyć realistyczne. Chcieli zostawić po stronie izraelskiej wszystkie osiedla w Jerozolimie Wschodniej poza Har Homą. Już od dawna byli przecież przekonani, że tych terenów nie mają szans nigdy zyskać. To nie były żadne "nielegalne osiedla", ale zwykłe miejskie osiedla powstałe w ramach naturalnego rozrostu Jerozolimy. To, że Fatah chciał oddać Wzgórze Świątynne w ręce międzynarodowego komitetu też nie jest niczym nowym – wszak nad tym naradzano się całe lata ’90-te. Peres jeździł do Jana Pawła II, pokazując mu plany umiędzynarodowienia jerozolimskiego Starego Miasta i oddania go we współrządzenie ONZ, ze szczególnym statusem Stolicy Apostolskiej. Już w 1994 r. Rabin porozumiał się z jordańskim królem Husajnem, że to ammański władca będzie strażnikiem miejsc świętych w Jerozolimie.
Zaskoczeniem jest jednak dokument mówiący o tym, że rząd Olmerta proponował Palestyńczykom wymianę ludności. Bez czego pewnie się nie obejdzie…
Bardziej szokujące mogą się okazać dokumenty, które zostaną opublikowane w nadchodzących dniach, a więc o tym, jak brytyjskie służby pomagały Fatahowi niszczyć Hamas na Zachodnim Brzegu oraz tym, że władze Izraela poinformowały Abbasa o planowanej operacji "Płynny Ołów". Teraz naród uzna ludzi Abu Mazena za zdrajców (dlatego twierdzą oni, że dokumenty zostały sfałszowane). Ale czy powtórzy się tunezyjski scenariusz? Chyba nie. Na Zachodnim Brzegu jest przecież boom gospodarczy a bezpieka Fatahu jest naprawdę dobra w swojej robocie.
A tymczasem: Iran wysyła okręty wojenne na Morze Śródziemne.

WikiLeaks donosi: irańskie służby to jeden z największych na świecie handlarzy heroiną. Towar kupują w Afganistanie (ale pewnie też w kontrolowanej przez Hezbollah libańskiej dolinie Beeka), a następnie przerzucają go do Azerbejdżanu i Turcji.

Netanyahu to człowiek służb, więc czasem komunikuje się w subtelny, typowy dla służb sposób. Przykładem niech będzie zdarzenie z marca, z wizyty wiceprezydenta USA Joe Bidena w Jerozolimie. Opis co prawda podany przez znanego idiotę Wayne’a Madsena, ale akurat w tym przypadku udało mu się stosunkowo dobrze opisac to zdarzenie i podac właściwą interpretację:
The more likely explanation is that the incident was planned by Netanyahu as a warning to Biden and Obama. In Jewish tradition, including weddings, broken glass is a reminder of the destruction of the ancient Jewish Temple in Jerusalem with the hope that it will be rebuilt in a united Jerusalem under Jewish rule. And for Israel, the “night of broken glass,” or “Kristallnacht,” is remembered as the beginning of the Holocaust in Nazi Germany. In protocol- and symbolism-conscious Israel, the idea of handing the U.S. Vice President broken glass was obviously not an accident.
(…)
But WMR’s U.S. intelligence sources warn about a darker meaning. The sound of shattering glass is something that petrifies even the most seasoned intelligence agent. There is a saying among CIA old hands that once you hear the glass shatter, it’s too late to save yourself from the snipers."
"Nie mam dla ciebie nic do zaoferowania, poza stłuczonym szkłem". Nic dodac nic, nic ując. Ciekawi mnie, czy gdy Netanyahu myśli o Obamie, nuci sobie zlinkowany poniżej kawałek Snoopa. 🙂

"Rok temu media opublikowały informacje o problemach ze szkoleniem polskich pilotów wojskowych. Na podstawie dokumentów z Sił Powietrznych i Marynarki Wojennej opisały, że brakuje paliwa, instruktorów, odpowiednio wyposażonych samolotów, właściwie wszystkiego… Sam pisałem o tych problemach wielokrotnie, m.in. przy okazji analizy sytuacji związanej z potrzebą zakupu samolotów szkolenia zaawansowanego (Samoloty szkolne a sprawa polska). Minister Bogdan Klich i najwyżsi rangą dowódcy na specjalnych konferencjach zaprzeczali publikowanym informacjom, podważali kompetencje komentatorów i przekonywali, że wszystko jest w porządku.
Po kilku tygodniach rozbił się kolejny samolot polskich Sił Zbrojnych – An-28 Marynarki Wojennej. Znowu (wcześniej w C-295M pod Mirosławcem i w Mi-24D pod Toruniem) zginęli ludzie. Gdy padały pytania o przyczyny tej czarnej serii, oficjalne stanowisko MON, SG, SP i MW okazywało się takie samo – nie ma problemu. Paliwo się znajdzie, szkolenie było, jest i będzie intensywne, piloci są znakomici, a w ogóle to nie wolno siać defetyzmu.
Za kadencji Bogdana Klicha w katastrofach lotniczych w lotach niezwiązanych z działaniami bojowymi zginęło już 121 osób. Doszło do dwóch największych katastrof w dziejach polskiego lotnictwa wojskowego (do poprzedniej podobnej katastrofy doszło blisko 40 lat temu – w 1973 rozbił się An-24, zginęło wówczas 18 ludzi). A trzeba pamiętać, że z roku na rok w lotnictwie wojskowym ubywa statków powietrznych i latają one coraz mniej.
(…)
– Zabrakło im żołnierskiego szczęścia – tak Bogdan Klich podsumował przyczyny katastrofy samolotu An-28.
(…)
Żadne obce służby specjalne ani armie nie potrafiłyby w ciągu 2 lat doprowadzić do śmierci tylu ważnych dla funkcjonowania Polski osób, ile zginęło w wyniku katastrof w polskim lotnictwie wojskowym. Takich strat w tym zakresie nasz kraj nie poniósł nawet w wyniku klęski w wojnie obronnej we wrześniu 1939.
A może to wszystko nie przypadek?"
Tomasz Hypki, "121 ofiar MON Bogdana Klicha" (Artykuł zawiera iście bieszanowowskie szczegóły z życia polskich sił powietrznych – polecam lekturę).
"W dniu 10 kwietnia 2010 r. na pokładzie samolotu z 36 Pułku Specjalnego Lotnictwa Transportowego straciło życie 96 osób zajmujących ważne w państwie stanowiska i pozycje. (..)
Po tym bezprecedensowym w rozmiarze i skutkach zdarzeniu minister Klich oświadczył, że w czasie feralnego lotu do Smoleńska zachowano wszystkie procedury. Można by więc sądzić, że prezydent RP i dowódcy zginęli „zgodnie z przepisami” MON. Minister obrony zbagatelizował stratę najwyższych dowódców twierdząc, że wojsko funkcjonuje bez zakłóceń, albowiem obowiązki po zabitych przejęli ich zastępcy. Nie zauważył, że śmierć wszystkich najwyższych dowódców w jednym czasie i miejscu nie zdarzyła się dotąd w żadnym państwie nawet w czasie wojny.
Minister ON ponosi odpowiedzialność za bezpieczeństwo lotu w dniu 10 kwietnia br. To on lekkomyślnie zgodził się, aby najwyżsi dowódcy wojskowi odbywali drogę na uroczystości w Katyniu na pokładzie jednego samolotu. Twierdzenie, że było to zgodne z procedurami, jest kompromitujące. Zwykły zdrowy rozsądek powinien ministra ostrzec przed potencjalnym zagrożeniem. Skandalicznym zaniedbaniem był brak stosownych zabezpieczeń w miejscu lądowania samolotu. Służby podległe ministrowi powinny były zbadać stan lotniska, jego wyposażenie i przygotowanie na przyjęcie samolotu przewożącego osoby zajmujące ważne stanowiska w państwie i w siłach zbrojnych. Służby MON powinny też monitorować pracę obsługi lotniska w trakcie naprowadzania i lądowania polskiego samolotu.
(…)
Obecny kandydat Platformy Obywatelskiej na prezydenta RP jako minister obrony twierdził, że polski lotnik potrafi latać na wrotach od stodoły. Minister Klich zdaje się sprawdzał prawdziwość tego powiedzenia."
Romuald Szeremietiew, List otwarty do premiera Donalda Tuska
"W trybie pilnym należy:
(…)
2. Ustanowić pełnomocnika Rządu d/s ratowania naszych Sił Zbrojnych i powołać na to stanowisko generała dywizji Waldemara Skrzypczaka (byłego dowódcę Wojsk Lądowych, który miał odwagę głośno mówić o zaniedbaniach w MON), cieszącego się ogromnym autorytetem w Wojsku Polskim.
(…)
W ubiegłym roku Bogdan Klich mówił, że robi coś, co nikomu dotąd się nie udało – leasinguje od LOT-u nowoczesne samoloty dla VIP, w miejsce awaryjnego sprzętu z poprzedniej epoki. Teraz twierdzi, że to się nie udało, bo przeszkadzali posłowie.
Gdy Bogdan Klich leciał dwukrotnie do Afganistanu, w niepotrzebną PR-owską podróż, wyleasingował dla siebie Boeinga Rumuńskich Linii Lotniczych za 150 tys. zł. Dodać należy, że za boeingiem leciał wojskowy samolot CASA, który dla Ministra Klicha była za mało wygodny. Dlaczego Minister Obrony Narodowej nie zdecydował się na leasing nowoczesnego samolotu dla tak ważnej delegacji państwowej, do składu której zatwierdził podsekretarza stanu w MON, szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i dowódców wszystkich rodzajów wojsk. Jak można było umieścić kluczowe dla bezpieczeństwa Państwa osoby w jednym samolocie z poprzedniej epoki i wysłać ten samolot w czasie mgły na polowe lotnisko, bez wyznaczenia z góry zapasowego wariantu lądowania i scenariusza pozwalającego na przesuniecie terminu uroczystości.
gen. Sławomir Petelicki, List otwarty do premiera Donalda Tuska

Talibowie podjeli wielką ofensywę. Wspiera ich wywiad pakistański ISI.
Jednym z ich dowódców jest dawny legendarny dowódca mudżahedinów Jalaluddin Haqqani. Afgańscy duchowni muzułmańscy w większości popierają Talibów i indoktrynują miejscową ludność.