
Byłem ostatnio na filmie ,,Dobry Agent" (,,The Good Shepard") – uczta dla zmysłów i umysłu. Oczywiście uczta dla koneserów. Film przedstawia historię uwikłania człowieka w służby i koterie. Główny bohater (wzorowany po trochę na Richardzie Bisselu, po troszę na Jamesie Jesusie Angeltonie) uczestniczy w działaniach Bractwa Kości i Czaszki, OSS i CIA. Świetnie ukazano niektóre wywiadowcze intrygi (obalenie Arbenza, sprawa Nosenki) a znawca może się zabawiać odkrywając która postać historcyczna kryje się za filmowym odpowiednikiem. Sporą część filmu zajmuje też ukazywanie jak życie rodzinne głównego bohatera zmierza ku nieuchronnej katastrofie – poświęcił on bowiem służbom zbyt wiele. Jak powiedział kiedyś Palacz z X-files – ,,Niezwykli ludzie marzą o zwykłych rzeczach"… Święta prawda… Niestety… To cholernie prawdziwe…
To także film o tym, że służby po obu stronach żelaznej kurtyny działały tak samo – ale tylko z inną intensywnością… ,,Chcę stworzyć służbę wywiadu… Potrzebuję patriotów z dobrych domów, żadnych Żydów, żadnych czarnuchów, niewielu katolików, ale tylko dlatego, że sam jestem katolikiem. Mają to być oczy i uszy Ameryki a nie jej serce i dusza"
Całkiem fajna rola sir Michaela Gambona. Ale już rewelacyjnie zagrała Angelina Jolie – zrobiona na pin-up z lat ’40-tych i do tego ,,chętna do wszystkiego" zabawnie wyglądała na tle zimnego Damona 🙂







