Praskie impresje

Powyżej: tak w poniedziałek, po południu wyglądał praski Most Karola. 
Spędziłem dwa dni w Pradze integrując się z ludźmi z ING oraz dziennikarzami polskiej prasy ekonomicznej. Całkiem fajna konferencja, zamieniłem nawet parę słów z Nourielem Roubinim (gostek ma fajny  akcent :). Mimo pogarszającej się pogody zdołałem zwiedzic również kawałek Starego Miasta. Średniowiecze, husytyzm, Sapkowski, Vaclav Klaus i piękne zimowe (ale i horrorowate:) plenery na moście Karola. Na swoim profilu Facebooku dałem parę fotek, by oddac atmosferę miejsca.  
Później były niezłe jaja na lotnisku Ruzyne – zamknęli Okęcie i odwołali lot, gdy byliśmy już przy odpowiedniej bramce. Więc miałem dodatkowy nocleg i… schizę, że nie zamknęliby lotniska, samolot by się rozbił a "Wyborcza" spekulowała by, czy naciskałem na pilotów (a "Nasz Dziennik", by mnie bronił robiąc wywiady z moimi kumplami). No cóż, od pewnych skojarzeń i przemyśleń nie uciekniemy.
A poniżej: ten kawałek nuciłem sobie na ulicach Pragi.

Zwycięzca (recenzja filmu)

Obejrzałem "Vincere" (przetłumaczone na polski jako "Zwycięzca")  – film o Idzie Dasler, tajnej żonie Benito Mussoliniego. Dobrze zrobiony warsztatowo, zachwycający obrazem, dobrze oddający klimat epoki. Niestety smutny i jak dla mnie za bardzo melodramatyczny (dziewczyna mojego kumpla, po obejrzeniu powiedziała: "Nie lubię oglądac filmów o głupich laskach"). Powiem tylko, że kończy się wzmiankami o śmierci głównych bohaterów oraz o klęsce faszyzmu 😦

"Zwycięzca" pokazuje mało znane oblicze włoskiego faszyzmu – jego korzenie: socjalistyczne i antyklerykalne. Na początku "Pan Benito Mussolini, syndykalista z Partii Socjalistycznej" udowadnia, że Bóg nie istnieje w sposób, przy którym Dawkins to cienias (Niestety Bóg istnieje i ma bardzo złośliwe poczucie humoru, o czym przekonał się później Duce). Później widzimy fascynującą drogę Mussoliniego od marksizmu do faszyzmu. Trzepot włoskich sztandarów i pieśń "Cudzoziemcy opuście Italię", młodośc, entuzjazm, terkot karabinów maszynowych na alpejskim froncie, woń jodyny we frontowym lazarecie…
 Widzmy też ogromne uwielbienie, jakim darzą go szerokie masy. Reżyser choc antyfaszysta nie mógł w żaden sposób tego ukryc. 
Ciekawa jest szczególnie scena powitania Mussoliniego na wystawie futurystów. Artyści ubrani w kolorowe koszule i śmieszne meloniki podejmują bohatera wojennego, bo uważają, że jego faszyzm to piękna idea służąca do zburzenia świata filistrów. Faszyzm to nowośc, młodośc, idea, seks, maszerujesz albo gnijesz!
Seks i faszyzm. To temat na osobny wpis. Porażają słowa zakonnicy skierowane do Idy: "Czego chcesz? Masz przecież dziecko z facetem, za którego tysiące kobiet chciałoby wyjśc. Albo zostac jego kochanką. Ty masz przynajmniej miłe wspomnienia". Istotnie – historycy doszukali się 162 kochanek Mussoliniego. Jakie to włoskie… 😉
I jeszcze jedna impresja – Krzysztof Kłopotowski zauważył ostatnio, że Janusz Palikot kroczy obecnie drogą Mussoliniego. Zabawnie byłoby zobaczyc za parę lat reakcję Kutza i Kory na to, że ich idol założył czarną koszulę, ogolił się na łyso a jego bojówki tłuką komunistów:) A na poważnie: Mussolini przynajmniej wystrzelał trochę mafiozów, zbudował parę kilometrów autostrad i odkopał Forum Romanum. Jedyne, co po sobie zostawi Palikot to niesmak i parę butelek po bełtach.
Ps. Faszyści zajebiście się ubierali. Muszę podłapac ich styl. Tylko gdzie kupic fajną czarną koszulę? Poniżej klip  dla złapania faszystowskiego klimatu (akurat wymieszano na nim włoskich faszystów z chorwackimi ustaszami).

Mołdawskie impresje

Osoby, które odwiedzają mój facebookowy profil wiedzą już pewnie, że dopiero co wróciłem z Mołdawii, gdzie przebywałem w ramach Akcji Kontynentalnej. Odwiedziłem Kiszyniów oraz winne podziemia Cricova. Jakie wrażenia? Poza tym, że dobre wino?
1) Przebywałem w gronie dziennikarzy z naszego regionu. Większośc z nich (podobnie jak piarówki) to Rumunii i Rumunki. Wrażenia jak najlepsze. Dziennikarka największego rumuńskiego dziennika okazała się nie tylko polonofilką, ale również posiadaczką bardzo politycznie nie poprawnych poglądów. "Mołdawia powinna się połączyc z Rumunią w ramach Unii Europejskiej. Jesteśmy przecież tym samym narodem. Nawet rosyjskojęzyczni Mołdawianie często czują się Rumunami" – bardzo się więc ucieszyła, gdy przetłumaczyłem jej SMS-a wysłanego przez mojego kumpla: "Niech żyje zjednoczona Rumunia!". 
A teksty jakie słyszałem o Cyganach i Sarkozym (również od Węgrów :), to po prostu coś pięknego 🙂 Miałem wrażenie, że tylko my cackamy się z polityczną poprawnością. Reszta regionu ma ją głęboko w d… 
2) Rumuni i Mołdawianie to bracia. Ale jednak nieco się różniący. Piarówka z Bukaresztu powiedziała mi: "Ludzie tutaj, jeśli chodzi o wygląd są mieszanką pół na pół Rosjan i Rumunów". (Rzeczywiście: dużo rosyjsko-ukraińskiej krwi płynie w żyłach tych ludzi. Widac to szczególnie po kobietach. Wolę pełnokrwiste Rumunki:).
Czasem Rumuni śmieją się z mołdawskiego dialektu, pełnego archaizmów. Ta sama szykowna dziewczyna od PR opowiedziała mi jak kiedyś jej agencja organizowała w Kiszyniowie konferencję, na której zgodnie z państwowym protokołem musiał pojawic się tłumacząc przekładający z… rumuńskiego na mołdawski. Gostek na trybunie mówił więc "Zebraliśmy się tutaj, by…" a tłumacz tłumaczył to na "Zebraliśmy się tutaj, by…" 🙂 
3) Młodzi Mołdawianie są antykomunistami. O co nietrudno po rządach Władimira Woronina. Problemem jest jednak to, że dużo młodzieży jest na emigracji i nie może głosowac. Tymczasem ludzie starsi głosują tam tak samo jak emeryci resortowi (chodzi o resort przy Koszykowej…) w Polsce. Dlaczego tak robią? Bo telewizja robiła im przez lata wodę z mózgu.Dopiero teraz, gdy demokraci zdobyli media publiczne (równocześnie blokując ludności dostęp do publicznych mediów rumuńskich!), sytuacja zaczęła się zmieniac na niekorzyśc komunistów. Pomyślec co się stanie, gdy nasi "młodzi, wykształceni, z wielkich miast" z Krakowskiego przejdą na emeryturę…Resortową.
4) Na konferencji, którą nawiedziłem przemawiał były francuski premier de Villepin. Mnóstwo fajnych ogólników o Unii Europejskiej (z którymi się całkowicie zgadzam), ale na koniec tekst o tworzeniu "wspólnej przestrzeni z Rosją, krajami Meghrebu etc.". Dlaczego UE miałaby się wiązac z krajami o skrajnie odmiennych standardach cywilizacyjnych? Bo zdaniem de Villepina Unia nie będzie mogła konkurowac z Chinami, jeśli nie będzie miała marne 500 mln mieszkańców zamiast 1 mld. 
Starszy, zabawny i podobny do gen. Pacepy rumuński reporter zwrócił mi uwagę na jedną rzecz: "W pewnym momencie, gdy de Villepinowi zadano pytanie o rozszerzenie NATO, na sali słychac było szmer oburzenia. Gdy de Villepin powiedział, że NATO złe, słychac było westchnienie ulgi:)." Dodał również: "Ci ludzie mają dziwny kompleks. Trudno im rozmawiac po rumuńsku. Mówią, pa ruski, pa ruski! A ja im wówczas: fuck off!".
A teraz impresje czysto turystyczne:
 1. Kiszyniów – to pod względem architektury dziwne miasto. Mieszanka socrealizmu z secesją i małomiasteczkową rumuńską architekturą. Czasem się jednak zdarzają bardzo nowoczesne budynki. Dużo parków, jeszcze więcej kantorów, na targowiskach obok obrazów sowieckie ordery. Z pamiątek – polecam słodycze (robią bardzo dobre) i alkohol. 
 2. Winne podziemia Cricova – coś po prostu niesamowitego. Człowiek nie może sobie wyobrazic, ze coś takiego zbudowano za Sowieta. 60 km tuneli z doskonałym winem. To właśnie tam Jurij Gagarin spędził dwa dni nie wychodząc na powierzchnię – póki go nie wynieśli. Widziałem w Cricovej m.in. osobistą kolekcję win Władimira Putina. Warto pojechac do Mołdawii, chocby po to, by zobaczyc te piwnice 🙂
A ja już się napaliłem na Rumunię 🙂

Norwegowie w Afganistanie – reakcja na politycznie poprawną zarazę

Kilka dni temu obejrzałem na Discovery dokument o holenderskich kibolach. Ostrzy gostkowie! Obrzucić pociąg koktajlami Mołotowa to dla nich normalka. Pomyślałem sobie: skąd się tacy ludzie wzięli w takim bezstresowo-liberlanym (w znaczeniu amerykańskim) kraju jak Holandia? Przecież to potomkowie spokojnych tkaczy i cieślów okrętowych. Jak widać im bardziej społeczeństwo tłamsi męskie instynkty (używając takich pałek jak polityczna poprawność, multi-kulit, pacyfizm, gospodarcze uzależnienie, religijny modernizm, kulturalna nijakość), tym większa na to reakcja tłamszonych.

Podobnie jest w Norwegii. Na zewnątrz parytety, ekologia, bezstressowe społeczeństwo. W duszach mężczyzn odzywa się jednak czasem duch wikingów. Nie pisze tutaj jednak o norweskim black metalu, Euronymusie etc. (choć są to przejawy tego zjawiska). Przeglądając facebookowy profil DMC natrafiłem na takiego linka o norweskich żołnierzach w Afganistanie:

Żołnierze z batalionu Telemark wywołali burzę wypowiedziami dla magazynu "Alfa". Mówią tam m.in.:

Znalezienie
się na polu walki jest warte trzech miesięcy bez ruchania. Może to
zabrzmi dziwnie, ale wojna jest lepsza niż pieprzenie. Na polu walki
jest jasna sytuacja: albo ty, albo wróg, a kiedy w celowniku pojawia się
"czerwona mgła" … to
coś nieopisanego. To dlatego tu jesteśmy.

Święte słowa. Jak powiedziała osoba z drugiej strony barykady, jedna z terrorystek RAF – "Pieprzenie się to to samo, co strzelanie". Zabijanie jest instynktem – to Tanatos. Miłość też – to Eros. Nad wszystkim panują jednak normy społeczne i nasze sumienia. Porównanie wojny do seksu jest jak najbardziej właściwe. Nieprzypadkowo mezopotamska bogini miłości Isztar, była również boginią wojny. To co mówią norwescy żołnierze jest stwierdzeniem faktu, który wyparliśmy ze swojej świadomości.

Co ciekawe, norweskich polityków oburzyło to, że żołnierze walczący o norweskie interesy w górach Afganistanu malowali na domach Afgańczyków czaszki z "Punishera", by pokazać Talibom czyj to teren. Interesujący jest również ceremoniał batalionu Telemark:

"Podczas
zamkniętej uroczystości pożegnania żołnierza Claesa Joachima Olssona,
który zginął w wyniku eksplozji miny drogowej w styczniu bieżącego roku,
jeden z oficerów wygłosił płomienną mowę, a potem uderzył pięścią w
okrytą flagą trumnę i powiedział: – A teraz pójdziemy bić się za ciebie,
druhu!

Następnie oficer i żołnierze trzykrotnie wydali okrzyk bojowy oddziału: "Do Walhalli!".

Czy mamy za co potępiać tych Norwegów? Nie ma przecież żadnych informacji, by zabijali niewinnych cywilów. Skutecznie za to eliminują talibów. Lubią swoją robotę. Lubią narażać życie za nasz dobrobyt. Tacy ludzie są potrzebni Europie.

Sissi is my bitch

Powyżej: Pogrzeb Franza Josepha I. Listopad 1916 r.
 

Wiedeń architektonicznie przytłacza – przy tych długich kilometrach wielopiętrowych, potężnych kamienic i pałaców, przy tych wszystkich spiżowych pomnikach człowiek czuje się mały. Widząc Wiedeń nagle zdajemy sobie sprawę, że architektoniczne wizje Hitlera nie były niczym oryginalnym. Wystarczy dodac do Hofburga kilka totalitarnych rzeźb i już mamy NS-owskie klimaty. Majestat w czystej postaci – i zarazem jeden z gwoździ do imperialnej trumny. Na większości z tych momunentalnych budowli widzimy imię ówczesnego władcy – Franza Josepha I. To m.in. dlatego, c.k. armia była chronicznie niedoinwestowana…
Na każdym kroku widac  kult Habsburgów – efekt naturalnej tęsknoty za dawną chwałą, wyparcia z pamięci historycznej wstydliwych epizodów po 1918 r. oraz dostosowania jej do potrzeb turystów. Kult ten dotyczy zwłaszcza dobrotliwego cysorza Franciszka Józefa oraz jego małżonki Sissi – za życia znienawidzonej, po tragicznej śmierci uwielbianej. Sissi jest wszędzie. Nawet na chusteczkach (przeciwnicy monarchii mogą się więc w nią wysmarkac a monarchiści… – domyślcie się sami). Czułem przesyt, chciałem poczuc w Austrii więcej republikańskiego etosu – Dollfussa, Schuschnigga, Emila Feya, Kreisky’ego… Wracając do kraju i nudząc się w autokarze próbowałem nawet o wymyślac o Sissi sprośne historyjki – dziwnym trafem nie szło mi to. Może nie jestem taką posttotalitarną świnią, za którą chcę uchodzic?
Silniej się zgłębiając w historię  życia Sissi oraz żywota Franza Josepha odkrywa się jednak, że późni Habsburgowie byli nieszczęśliwą rodziną. W Schonbrunnie, największe wrażenie zrobił na mnie niepozorny pokój, w którym stoi portret ostatniego cesarza bł. Karola I. W tej komnacie, w listopadzie 1918 r. negocjował warunki swojej abdykacji. Wojna przegrana, Imperium w gruzach, 600-letnie dzieje dynastii kończą się, gostek nie wie co ma ze sobą zrobic i czy zachowa życie, tyle emocji… Kilka miesięcy później, jego dawny podwładny, admirał Miklos Horthy, powie mu: jeszcze raz postawisz nogę na węgierskiej ziemi, a zostaniesz rozstrzelany…
Ale widziałem w Austrii nie tylko dawne Imperium. Pod Hofburgiem odbywał się przedwyborczy festyn dożynkowy organizowany przez chadecką partię OVP. Regionalne produkty, wielkie namioty, ludzie w ludowych ubraniach, tyrolskie tańce, strzelanie z bata, hektolitry piwa… Urzekł mnie widok dziewczynki w stroju ludowym (takiej w typie Romana Polańskiego) z beczułką z c.k. orłem. Rzuciła krótko do mnie: – Schnaps? Sprzedawała wódę gostkom i tak już wystarczająco naprutym piwem. Ale, co będę miejscowych potępiał. Sam przecież, przez te dni wina nie wylewałem za kołnierz…
Był na wycieczce też piękny polski akcent. Wizyta 12 IX, w rocznicę bitwy, na Kahlenbergu. Polski kościół wypełniony po brzegi, tłum rodaków stojący dookoła świątyni i wsłuchujący się w naprawdę piękne kazanie bpa Zawitkowskiego. Przypomnienie, że dawniej mogliśmy ratowac jedne Imperia a grzebac inne. 

Wyjazd do Wiednia (i w okolice)

Na kilka dni wyjeżdżam do Wiednia. Pozwiedzam też okolice dawnej stolicy CK Monarchii. W planach: szukanie inspiracji ideowych w działalności przedwojennego kanclerza Engelberta Dollfussa (tutaj macie fajną stronkę o nim), grzebanie w archiwach K-Stelle, inscenizacja ataku na siedzibę OPEC dokonanego przez Carlosa "Szakala", wejście 11 IX na Kahlenberg, chłonięcie zimnowojennego klimatu, spacery śladami Freuda i Hitlera, białe wino i baranina z Kuną i Żaglem, wraz ze Stanisławem Krajskim wspominanie Bruno Kreisky’ego, oddanie honorów Jorgowi Haiderowi i Simonowi Wiesenthalowi, pseudofilozoficzne dysputy z Elfriede Jelinek, wizyta w markecie budowlanym wraz z Josephem Fritzlem (zima się zbliża, czas budowac piwnicę…) oraz odsłonięcie woskowej figury Janusza Symonidesa w siedzibie UNESCO (ewentualnie w TESCO).
 

Zahaczę również o Bratysławę – a tam wiadomo, wino mszalne z ks. Tiso, prażony syr z Robertem Fico i wspólne deklamowanie wierszy największego słowackiego poety – Juliusza Słowackiego 🙂
Powyżej: przyznam, że pieśni "strasznego reżimu ks. Tiso" brzmią zabawnie. Czy to kwestia tego jak Polacy odbierają słowacki język? A może po prostu Słowacja tego okresu to jedna wielka wieś a słowacki faszyzm był wiejskim faszyzmem?

Evelyn Salt is my bitch

Przed pójściem na Salt wahałem się – co przeważy bardziej moja nienawiść do Daniela Olbrychskiego, czy też uwielbienie dla aktorstwa Angeliny Jolie (kiedyś jej nie lubiłem, ale polubiłem po świetnych rolach w "Dobrym agencie" i "Aleksandrze":). Oczywiście wygrało to drugie. To jest zdecydowanie film dla fanów Jolie – cudownie wygląda jako blondynka. Cudownie się też obserwuje ewolucję granej przez nią postaci – od nieco nieporadnej i wystraszonej panienki po maszynkę do zabijania.

 Co do Olbrychskiego, to grał żenująco, mimo, że rólka rosyjskiego agenta jest dla niego stworzona (nie tylko ze względu na jego bolszewicką gębę), ale na szczęście scena jego śmierci była bardzo symboliczna.

Co poza tym? Przez pierwsze pół godziny, narzekałem – stare schematy, naciągana fabuła etc. Później jednak zaczęło się robić coraz ciekawej, pojawił się fajny zimnowojenny klimacik w stylu lat ’80-tych – i w sumie dało się oglądać. Film raczej dla fanów Angeliny Jolie i czytelników "Gazety Polskiej".

Incepcja

Obejrzałem "Incepcję". Ten film mogę określic jednym słowem: GENIALNY. Christopher Nolan (reżyser i scenarzysta) zawsze daje gwarancję, że to co zobaczymy będzie ucztą dla oczu i umysłu. I tak było tym razem. Akcja trzyma w napięciu – a toczy się czasem aż na czterech płaszczyznach (na każdej z nich czas biegnie w innym tempie!). Dobra gra Di Caprio a do tego klimatyczna muzyka Hansa Zimmera. Co ciekawe, mimo mrocznego posmaku (typowego dla Nolana), film ma bardzo pozytywne przesłanie. Nie będziecie żałowac tych ponad dwóch godzin spędzonych na jego oglądaniu…

Wyborcza kontra Sabaton

Kolejny odlot "Gazowni". Po obsrywaniu dra Targalskiego, prof. Wolniewicza, prof. Wieczorkiewicza, IPN, CBA, buddystów z Diamentowej Drogi, przeciwników budowy meczetu na Ochocie, kibiców Lecha Poznań, portalu nasza-klasa i grup rekonstrukcji historycznych główny organ Sralonu zajął się zespołem Sabaton. Jak wszyscy wiemy, Szwedzi z tej kapeli są autorami znakomitego kawałka "40:1" poświęconego bitwie pod Wizną a ostatnio wyszła ich nowa płyta, m.in. z utworami o Powstaniu Warszawskim i Dywizjonie 303. "Gazownia" zarzuca Szwedom, że fascynują się Wehrmachtem, SS i nazizmem. "GazWyb" pyta: czy to wypada więc, by płytę Sabatonu promowały Muzeum Powstania Warszawskiego, "Rzeczpospolita" i TVP?

No cóż, Sabaton ma na swoim koncie mocno antynazistowskie kawałki, utwory sławiące izraelską armię, przypominające o Holokauście, ale "Wyborcza" widocznie wolałaby, żeby Szwedzi robili tylko i wyłącznie utwory gloryfikujące działalność Jarucwelskiego i Kiszczaka. "GazWyb" przytoczył cytat jakiegoś anonimowego forumowicza mówiący, że "Sabaton" to panna, która idzie za każdym mundurem. No cóż, pisze to gazeta, która ma na koncie takie kwiatki jak "Dajmy Hamasowi szansę"  czy "Ubecka lista krąży po Polsce".

Poniżej: utwór Sabatona "Counterstrike" poświęcony wojnie sześciodniowej.

NDH Tour 2010

Powyżej: ja z Martiną Driną, taką neo-ustaszowską Hanną Montaną:) 
Urlop miałem hardockorowy. Zobaczyłem Bośnię, Serbię i Chorwację, w taki sposób w jaki nigdy nie mają szansy zobaczyc tego zwykli turyści. 
Zacząłem od Belgradu i poznawania serbskich nacjonalistów. To ludzie o złotych sercach ale zarazem o porażającym poziomie intelektualnym. Od samego początku ja, moi koledzy i koleżanki słyszeliśmy teksty w stylu, że "Polacy to Serbowie przymusowo nawróceni na katolicyzm" lub, że cywilizacja serbska jest najstarszą na Ziemi. Tezy takie głosili kibole Crvenej Zvezdy z SNP 1389 (odpowiednik polskiego NOP). Razem z nimi (oraz przedstawicielami SPO – serbskiego odpowiednika PiS) pojechaliśmy na Ravną Gorę, czyli w miejsce powstania ruchu czetnickiego. Tam oczywiście niezły, rustykalny festyn. Rakija, piwo, świnie pieczące się na rusztach, muzyka (serbska piosenkarka w jednym z namiotów rozgrzewa publicznośc śpiewając skoczne nacjonalistyczne szlagiery i od czasu do czasu wtrącając teksty w stylu : "Pozdrawiamy naszych bohaterów Ratko Mladicia i Radovana Karadzicia!"). Na straganach oczywiście koszulki z czetnikami oraz nowszymi postkomunistycznymi "bohaterami", prawosławne dewocjonalia, kasety porno a nawet butelki rakiji z zatopionymi w nich krzyżami oraz ikonami świętych. Wielkie pomieszanie z poplątaniem pod hasłem "Serbowie nic się nie stało! Pół kraju nam zajeb*ło! Ale póki jest rakija nic się nie stało!". Po pijaku schodzę z Serbami do jaskini generała Draży, przy okazji objaśniając im na czym polega polska racja stanu i broniąc się przed próbami nawrócenia na prawosławie. Światopogląd tych ludzi jest naprawdę porażający. Choc zdarzają się głosy rozsądku – np. "Kapitan Dragan podczas wojny stworzył oddział za własne pieniądze i zbiedniał. Karadzic przed wojną był biedakiem. Teraz jego brat ma w Belgradzie drogą restaurację. Jak to się stało?" 
Vuk Draszkowicz, legenda serbskiej opozycji antymiloszewiczowskiej , mówił o Polsce na wiecu. O tym, że 9 maja w Moskwie nasi żołnierze maszerują na paradzie i stało się tak dlatego, że prezydent Kaczyński walczył o polskie interesy. Rosjanie nie pozwolili zaś na to, by serbscy żołnierze maszerowali na tej paradzie. Dlaczego? Bo serbscy politycy nie walczą o interesy narodu. Niestety niewielu Serbów rozumuje tak jak Draszkowicz. Dla większości Serbija będzie wielka nawet wtedy, gdy Albańczycy zajmą im przedmieścia Belgradu…
Dużo lepsze wrażenie zrobili na mnie Serbowie Bośniacy z okolic Srebrenicy. Gadałem z szefem lokalnego stowarzyszenia weteranów. "My tu z Muzułmanami żyjemy w zgodzie. Nie zależy nam na nowym konflikcie. Dym robią tylko przyjezdni". Zabrał nas na cmentarz islamski w Srebrenicy oraz na analogiczny serbski. Mało kto zdaje sobie sprawę, że oprócz muzułmanów byli masakrowani również Serbowie z okolicznych wiosek…
Sarajewo jest już innym światem. Nowoczesne miasto, niemal bez śladów wojennych zniszczeń, ze wspaniałą starówką, gdzie sąsiadują ze sobą meczety, cerkwie, kościoły i synagogi. Pań w hustach niemal się nie uświadczy. Tutejszy islam jest słowiański a więc letni i tolerancyjny. Gdy się dobrze przyjrzec można dostrzec przebłyski ekstremizmu – np. książki Sayida Kuttaba w księgarni islamskiej. Ten ekstremizm zdaje się byc jednak słabszy niż na Zachodzie Europy i jest on głównie efektem ingerencji "sponsorów" z Bliskiego Wschodu. 
Tożsamośc narodowa Bośniaków jest zresztą budowana z dziwnych elementów. Bohaterem narodowym (choc nie dla wszystkich) jest prezydent Alija Izetbegovic. Ojciec narodu, człowiek który obronił państwo w skrajnie trudnych warunkach i zaczął budowac w Bośni społeczeństwo łączące nowoczesnośc z islamskimi tradycjami. Widac też sporą jugonostalgię – marszal Tito jest nawet na torebkach z cukrem w restauracjach. Ale jest też nostalgia za faszystowskim Niezależnym Państwem Chorwackim (NDH). Turystów z politycznie poprawnych krajów może szokowac duża liczba nazistowskich pamiątek sprzedawanych na starówce (kupiłem reprodukcję listu gończego za Tito:). Zwykli Bośniacy dażą dużą estymą dywizję SS Handżar. No cóż, jedyne wojsko jakie mieli przed Aliją…

Zwiedziliśmy jeszcze Mostar, Medjugorje, Pale, "piramidy" w Visoko oraz wodospady Kravica. Potem udaliśmy się do Zagrzebia. Wspaniałego CK-Miasta o pięknej architekturze, czystego i w odróżnieniu od Belgradu nie pomazanego graffiti. Tam spotkaliśmy się z chorwackimi nacjonalistami. Zrobili oni na mnie jak najlepsze wrażenie. Doskonały poziom wiedzy historycznej, propolskośc, brak świra na punkcie Niemiec (przynajmniej takiego jak mieli Serbowie na punkcie Rosji), nieco makabryczne poczucie humoru, zamiłowanie do piosenek Thompsona i rakiji:) Z taką ekipą wybraliśmy się do Bleiburga w Austrii, "chorwackiego Katynia", czyli miejsca w którym Brytyjczycy przekazali komunistom Tity na rzeź 150 tys. Chorwatów, Serbów, Słoweńców, Bośniaków i Węgrów. 

Uroczystości w Bleiburgu były niezapomiane. (Szkoda tylko, że cały czas padało). Podczas przemówienia, szef organizacji dbającej o upamiętnieniu tej tragedii mówił dużo o Katyniu oraz cytował Czesława Miłosza. Modły, obok katolickich księży odprawiał imam, który stwierdził w pewnym momencie "Naszą zemstą będzie prawda". Na bleiburskim pomniku, obok krzyża widnieje przecież półksiężyc. Spotkałem na miejscu ustaszowskiego weterana z II wojny światowej. Był muzułmaninem. Chorwaci (z wyjątkiem tych z okolic Mostaru) uważają Bośniaków za swoich braci. W czasie wojny wódz ustaszów Ante Pavelic kazał postawic w Zagrzebiu wielki meczet "Opatrzności Bożej" o 50 m minaretach. Zburzyli go oczywiście titoiści… (Inna ciekawostka zasłyszana wśród ustaszów: żona Pavelicia była Żydówką, a 28 generałów NDH miało żydowskie pochodzenie – jaki ten świat daleki od stereotypów:)
Kulminacją wszystkiego było chóralne śpiewanie piosenek Thompsona z nowymi przyjaciółmi (po butli rakiji oraz kilku piwach) – a zwłaszcza Jasenovaca. Zainteresowała się nami nawet austriacka policja, ale wytłumaczyliśmy Frtizlom, że interweniują o jakieś 75 lat za późno 🙂 Za dom spremni! Hrvatska do Zemuna! Bartoszewski je czetnicki zloczinac!