Gen. Ludomił Rayski – polski Turek

"W Narodzie na pierwszym miejscu armia, w armii lotnictwo"
    Motto "Przeglądu Lotniczego" wydawanego przez przedwojenny Departament Lotnictwa Ministerstwa Spraw Wojskowych

Kadry sił zbrojnych II RP brały się zwykle z Legionów oraz armii Rosji, Austrii i Niemiec. Legendarny pilot, generał Ludomił Rayski przybył z armii… tureckiej. Jego ojciec, był powstańcem styczniowym, który się schronił w Turcji przed carskimi represjami. Syn przejął po nim obywatelstwo i zapewne muzułmańską wiarę, ale jeszcze przed pierwszą wojną światową osiadł w Galicji. Załapał się na Związek Strzelecki, Legiony i bitwę pod Łowczówkiem, upomniała się o niego jednak jego druga ojczyzna – Turcja. Rayski walczył jako pilot lotnictwa rozpoznawczego i myśliwskiego m.in. pod Gallipoli. Wielokrotnie odznaczany za wykazywanie się w boju przeciwko Entancie, zdezerterował w 1918 r. z armii tureckiej i wrócił do Polski, gdzie zapisał piękną kartę podczas wojny 1920 r.

 W III 1926 r. został szefem Departamentu Lotnictwa MSWojsk. Sprawował tę funkcję do wiosny 1939 r. Zbudował od zera polski przemysł lotniczy, dając pracę tysiącom robotnikom i setkom inżynierów a armii własne, nowoczesne samoloty. Jego działalność na tym stanowisku różnie jest ocenia – Rayski był piłsudczykiem, więc ekipa Sikorskiego a później komuniści wieszali na nim psy m.in. twierdząc, że stawiając na rozwój własnych konstrukcji lotniczych "działał na korzyść Niemców". Gen. Rayskiemu zamknięto z tego powodu, aż do 1943 r. możliwość służenia w PSZ na Zachodzie (przygarnął go RAF) i na pewien czas internowano na niesławnej Wyspie Wężów. Po śmierci gen. Sikorskiego, Rayskiego przyjęto z honorami z powrotem do PSZ i uczyniono szefem ich lotnictwa na Bliskim Wschodzie. Za każdym razem gdy ktoś mu czynił zarzuty o "nieprzygotowanie lotnictwa do wojny" wyciągał nafaszerowaną danymi statystycznymi broszurkę wskazującą, że było zupełnie odwrotnie. Udowadniając po raz kolejny swój patriotyzm i siłę woli – w 1944 r., w wieku 52 lat, gen. Rayski brał udział w bardzo niebezpiecznych lotach z pomocą dla Powstania Warszawskiego.

Po wojnie, specjalna komisja całkowicie uwolniła gen. Rayskiego z zarzutów o "nieprzygotowaniu lotnictwa do wojny". Historycy młodszego pokolenia też przyznają rację Rayskiemu – Polska wykonała w latach 1926-1939 ogromny wysiłek jeśli chodzi o budowę lotnictwa. Zbudowaliśmy innowacyjny przemysł, mogliśmy się pochwalić kontrukcjami, które nie ustępowały w niczym japońskim, konsekwentnie i szybciej od założeń realizowaliśmy plany rozbudowy i modernizacji tej broni, tworzyliśmy własne strategiczne lotnictwo bombowe (!) – niestety zabrakło nam czasu… (Zainteresowanych tą kwestią odsyłam do świetnej pracy dra Tymoteusza Pawłowskiego "Armia Marszałka Śmigłego").

Ps. Jakiś czas temu Bubel spiracił w swojej gazetce tekst Janka Bodakowskiego zawierający karkołomną tezę, że sanacja tak naprawdę w latach 1926-1939 niszczyła polskie wojsko. O poziomie merytorycznym tych wypocin świadczy chociażby taki znalezionym w nim passus "Piłsudski po przejęciu władzy (…) rozbił istniejące półki (sic!) lotnicze (żołnierzy wysłał do piechoty i kawalerii)" 🙂 No cóż, pisałem kiedyś, że Janek zostanie kiedyś prezydentem…

Ps. 2. Skoro według różnych malkontentów Rayski niszczył polskie lotnictwo, to jak wobec tego nazwać to co robi Klich?

22 czerwca – to już 70 lat

Wiktor Suworow nie ma do końca racji. To nieprawda, że Hitler 22 VI 1941 r. wyprzedził Stalina z atakiem o dwa tygodnie. Według Marka Sołonina, on go wyprzedził o… kilka godzin.

Taka szokująca teza pojawia się w książce "23 czerwca" tegoż autora. Co za nią przemawia? Przede wszystkim zachowanie sowieckich dowódców: gdy rankiem 22 czerwca pierwsze bomby spadały na sowieckie miasta, nie byli oni do końca pewni: to nasze czy ich? Jakiś czas wcześniej Stalin wydał szokujący rozkaz, o tym by nie strzelać do niemieckich samolotów zwiadowczych wlatujących w sowiecką przestrzeń powietrzną. Rozpoczęcie agresji na III Rzeszę wymagało pretekstu i prowokacji – takiej jak ostrzelanie wioski Mainiła przez artylerię NKWD w grudniu 1939 r. Sowieckie plany wojny z Niemcami (szczegółowo omawiane przez Sołonina) przewidywały rozpoczęcie wojny od odwetowego uderzenia lotniczego, po którym nastąpiłaby mobilizacja, realizacja planu osłonowego i druzgocący atak na tereny obecnej Polski, Rumunii oraz Finlandii. Miejscem na dokonanie prowokacji – było prawdopodobnie Grodno. Na kilka dni przed rozpoczęciem wojny praktycznie pozbawiono to miasto obrony przeciwlotniczej – nawet wymontowano działka z myśliwców pułku, który miał osłaniać okolicę. To miasto miało być zbombardowane przez sowieckie samoloty przemalowane w niemieckie barwy – być może użytoby Junkersa 88 podarowanego Sowietom przez Niemców.

W nocy z 22 na 23 czerwca szereg sowieckich dowódców, w tym wszyscy ważni dowódcy lotnictwa rozwijanych nad granicą frontów nagle, jak na komendę udało się "do teatru". Rankiem zapanował chaos a dowódcy lotnictwa Frontu Zachodniego złożyło niezapowiedzianą wizytę NKWD. W trakcie tej wizyty, według oficjalnej wersji, dowódca popełnił samobójstwo…

Czy gdyby Hitler spóźnił się z atakiem, Sowietom udałoby się szybko pokonać Niemcy? Nie sądzę. 25 czerwca 1941 r. ZSRR zaatakował Finlandię, realizując ten plan strategiczny. Miał miażdżącą przewagę we wszystkim, osiągnął efekt zaskoczenia, a mimo to Finowie odrzucili Sowietów na linię graniczną z 1939 r. W 1941 r. armia sowiecka była kolosem na glinianych nogach z powodu fatalnego morale żołnierzy (nikt nie chciał umierać za Stalina i NKWD), słabego ich wyszkolenia oraz beznadziejnej kadry dowódczej. I tak Sowieci ponieśliby więc wówczas klęskę.

Bleiburg – chorwacki Katyń

Zbliża się rocznica chorwackiego Katynia, czyli masakry w Bleiburgu. W tej austriackiej miejscowości Brytyjczycy przekazali komunistom Tity nawet do 300 tys. chorwackich, bośniackich, słoweńskich i węgierskich jeńców (a także grupę serbskich czetników) komunistycznym oprawcom. W marszach śmierci i masakrach, które były wynikiem zbrodniczej decyzji naszego "sojusznika" zginęli prawie wszyscy jeńcy przekazani komunistom. Część ruso- i serbofili się oburzy, że przecież chorwaccy ustasze byli zbrodniarzami. Problem w tym, że Bleiburgu zbrodniarzy był mniej niż promil – i to zbrodniarzy najniższej rangi. Reszta to chorwacka elita, patrioci broniący swojego państwa, zwykli żołnierze z poboru i cywile uciekający przed komunistami. Masowe groby tych ludzi są odkrywane w całej Jugosławii. Ale dawny system się broni. W postkomunistycznej Chorwacji np. "zaginęły" akta specjalnej komisji badającej w latach ’90-tych sprawę tych masakr.

Tak wyglądały zeszłoroczne obchody bleiburskiej rocznicy. Byłem na nich, jak pewnie pamiętacie.

Wpis na facebookowym profilu jednego z Chorwatów: "Bleiburg=Katyn. Avenge both of them!"

Istota sanacji

Powyższe klipy, fragment filmu Ryszarda Filipskiego "Zamach stanu" (scenariusz ubeka Ryszarda Gontarza) przytaczam z okazji piłsudczykowskiego święta, czyli 12 maja, w 75-tą rocznicę zniszczenia sejmokracji przez wojska wierne Marszałkowi. Film ten pokazuje jak różnie można odbierać propagandę – komuniści chcieli w tym obrazie atakować Piłsudskiego, wskazując, że tępił "postępową lewicę". Większość osób, które go obejrzała (w tym autor tych słów) strasznie się jednak nakręciła, jaka to sanacja była fajna – bo tłukli komuchów. Na pierwszym video polecam fragment z konserwatystami od 3:50  wyjątkowo trafne słowa o endecji! Następnieo od 7:20, a na drugim od 5:50 – scena gdy policjanci ministra Składkowskiego pacyfikują komunistycznego posła Sylwestra Wojewódzkiego (jakiś krewny Kuby?). Co by nie powiedzić o Moczarowcach – znali się na kinie lepiej niż Wajda.

 Rządy sanacji były bardzo pięknym okresem, choćby dlatego, że patrioci tłukli wówczas różnych moskiewskich sk…synów. Dzisiaj niestety jest odwrotnie, ale miejmy nadzieję, że to się zmieni. Jak mówi piłsudczykowska pieśń:

"Nadejdą czasy/gdy te kut*sy, będą przed nami na baczność stać/ręka nie zadrży jak liść osiki, gdy będziem Ruskich po gębach prać" 🙂

Komorowski odznaczył palestyńskiego „działacza”

bronek

Prezydent Bronisław hr. Komorowski prowadzi politykę historyczną bardziej chorą od swojej ortografii. Najpierw historia z bolszewickim pomnikiem w Ossowie, później odznaczenia dla prokuratorów zwalczających w PRL opozycję (rozdzielnik orderów Orła Białego łaskawie pominę…), potem jego Kancelaria robi problemy przy wmurowaniu tablicy poświęconej węgierskiej pomocy dla Polski w 1920 r. twierdząc, że… Rosjanie się na nas obrażą.

Teraz prezydent odznaczył Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi RP Abdallaha Hijaziego, byłego ambasadora OWP w Warszawie. Pan Hijazi pewnie się zasłużył, bo był u nas ambasadorem w 1976 r. oraz w latach 1983 – 1994 r., czyli za głębokiego Jaruzela i Kiszczaka, kiedy koledzy prezydenta Komorowskiego noszący zielone mundury robili niezłe deale z OWP oraz innymi palestyńskimi "bojownikami o wolność i socjalizm".

Tutaj macie ciekawy artykuł o pomocy jaką służby "ludzi honoru" udzielały palestyńskim terrorystom w czasie, gdy ambasadorem OWP był u nas Pan Hijazi. Co ciekawe wielu fedainów szkoliło się u nas korzystając ze studenckiej przykrywki, a Pan Hijazi jest prezesem stowarzyszenia Palestyńczyków absolwentów polskich uczelni.

Poniżej: Jaruzelski niestety nie zmieścił się w kadrze

arafat

Bałachowcy

Polecanka na weekend. Wieki temu pisałem na tym blogu o gen. Stanisławie Bułaku-Bałachowiczu, zagończyku z 1920 r., sanacyjnym antykomuniście, weteranie kilku wojen i zwolenniku Polski Mocarstwowej. Wrogu bolszewików, Niemców i monarchistów. Autorze takich bon motów jak:

"Historię moją w czasie wojny wypisałem rzetelnie na skórze wrogów, do dziś dnia zapomnieć mnie nie mogą"

czy

"Żydów komunistów nie wolno bic, ich trzeba będzie zlikwidować razem z naszymi komunistami"

Bułak-Bałachowicz należy, obok takich postaci jak wojewodowie Grażyński i Kostek-Biernacki, do moich ulubionych sanacyjnych Nadludzi. Tymczasem, jak czytamy na zaprzyjaźnionym serwisie, ukazały się wspomnienia o tym niezapomnianym generale spisane przez Stanisława Lisa-Błońskiego, oficera łącznikowego WP przy oddziale Bułaka-Bałachowicza.

"Stanisław Lis-Błoński był oficerem łącznikowym dowództwa Wojska
Polskiego w sztabie Bałachowców. Jego wspomnienia to zapiski
bezpośredniego świadka i uczestnika działań bojowych Armii Śmierci.
Opisuje w nich ludzi, miejsca i emocje towarzyszące historycznym
wydarzeniom. Krwawe bitwy, szaleńcze akcje Bałachowców na tyłach
bolszewików, egzekucje zdrajców. Fakty z wojny, która zmieniła losy
Europy. (…) Lektura obowiązkowa i inspiracja dla każdego antykomunisty!"

Fanatyk

Poniższy cytat jest autorstwa bardzo znanego historyka-amatora. Spróbujcie zgadnąc o kogo mi chodzi.
" Tak, paradoksalnie Polacy cieszyli się większą wolnością w okresie 1939-1944 niż w ciągu całego stulecia… Sądzę, że można słusznie przyjąc, że rozmnożenie się organizacji podziemnych i obfitośc konspiracyjnych inicjatyw należy zawdzięczac w znacznej mierze istnieniu w Generalnej Gubernii w czasie wojny swobody politycznej"
Kto to napisał? David Irving? Prof. Wieczorkiewicz? Nie, to fragment książki Jana Tomasza Grossa.  (Polish society under German occupation : the Generalgouvernement, 1939-1944, Princeton University Press., Princeton 1979, str. 240) Toż to sławienie nazizmu i rewizjonizm holokaustu w czystej postaci!

Polecam również inne prace J.T. Grossa poświęcone sowieckiej okupacji polskich Kresów. Mnóstwo w nich antyżydowskich wątków, przy których teksty J.R.Nowaka bledną. Ogólnie pisze on, że Żydzi masowo popierając sowiecki reżim sprowadzili na siebie nieszczęście w postaci pogromów z 1941 r. Przedstawia tam też nazistów niemal jak wyzwolicieli tych terenów. Podobną narrację widac również w ostro  krytykowanych przez polską prawicę "Sąsiadach". Co ciekawe ta właśnie książka zbierała entuzjastyczne recenzje wśród amerykańskich rewizjonistów holokaustu, według których zdejmowała częśc winy za ówczesne masakry z cywilizowanych narodowych socjalistów. Czyżby więc J.T.Gross podświadomie ulegał nazistowskiej fascynacji? Czyżby nie lubił narodu swojego ojca, bo uważa podobnie jak bohater filmu "Fanatyk" (u góry macie trailer, a u dołu wyborną scenę z tego obrazu o żydowskim skinheadzie), że Żydzi okazali się cieniasami, którzy poszli bez oporu na rzeź? Czy doszukiwanie się przez niego wszelkich przypadków polskich zbrodni na Żydach nie jest więc wyrazem sympatii do narodu polskiego? Próbą pokazania, że on również był normalnym, silnym, machistowskim "aryjskim" narodem i bił tak jak cała Europa "żydowskich słabeuszy"?

Choroba alkoholowa Becka cz. 2

 

Działania podjęte przez Becka wiosną 1939 r. stanowiły dla Hitlera wiadomośc: Polska nie pójdzie z Rzeszą na Moskwę, choc obiecywał to wam Marszałek. Będziemy bronic Sowietów przed wami, a gdy pójdziecie na Zachód możemy mam wbic nóż w plecy. Rezultat tego wszyscy znamy… 
Jak to się jednak stało, że Beck zrobił coś tak absurdalnego i czemu, go nikt nie powstrzymał?
Po śmierci Marszłka, mieliśmy w II RP okres "sektorowych dyktatur". Tak więc, Drugi Marszałek zajmował się modernizacją armii oraz budowaniem ideologii nacjonalizmu państwowego, prezydent Mościcki wraz ze swoim człowiekiem wicepremierem Kwiatkowskim rządzili gospodarką i nauką (z wyjątkiem budowy dróg – przynależnej dyktaturze ministra Juliana Poniatowskiego), premier Sławoj-Składkowski miał w pieczy administrację i policję, a domeną Becka i tylko Becka była polityka zagraniczna. Beck izolował innych od informacji, które do niego spływały, inna rzecz, że inni nie mieszali się do pracy Becka…
Tymczasem sternik polskiej polityki zagranicznej był niszczony przez nałóg alkoholowy. Skąd to wiemy? Wystarczy czytac między wierszami wspomnienia ludzi, którzy go znali (np. jego sekretarza Pawła Starzeńskiego). Można w nich
znaleźc dziwne wzmianki o tym, że "szef był niedysponowany" nawet przez kilka
dni. Nigdzie nie jest podane, co było powodem jego złego samopoczucia. Można
znaleźc słowa uznania dla jego małżonki, która "odbierała mu kieliszek od ust
podczas przyjęc mówiąc "Już wystarczająco wypiłes". Można znaleźc wzmianki o
tym, że Beckowie "gościli nas zawsze zmrożoną wódką i śledziami". (Francuski
ambasador Noel wspomina o kilkunastu toastach na przyjęciu u Becka). Niektórzy
też wspominają, że Beck przyjmował ich rano w łóżku popijając alkohol, choc
poprzedniej nocy dużo wypił na raucie. Czyli, że wpadal w tzw. alkoholowy ciąg – pił bo musiał.
 
O nałogu Becka doskonale wiedzieli Sowieci. W 1934
r. złożył w Moskwie kilkudniową wizytę – dokładnie obserwowali jego zachowanie.
Kto jak kto, ale oni akurat potrafią rozpoznac "alkasza". Najgorsze jest jednak
to, że partnerem Becka do kieliszka był amerykański ambasador Anthony Drexel
Biddle. Beck zwierzał mu się po pijaku z sekretów swojej polityki zagranicznej –
są na to dowody, raporty Biddla, wysyłane do Białego Domu, które następnie
trafiały do sowieckich agentów w otoczeniu Roosevelta.
 
Tak więc, Polska miała w 1939 r. pijanego sternika.
Następnie politykę tego alkoholika kontynuowali, ale już na trzeźwo gen.
Sikorski (ale tylko do 1943 r.) i Stanisław Mikołajczyk. Sprawa alkoholowej
choroby Becka i motywów stojących za jego polityką z lat 1938-39 były później
tuszowane. Przez komunistów (bo stawiały w złym świetle politykę ZSRR), przez
stronnictwa antysanacyjne – od ludowców po endecję (bo ich politycy g… się
znali na polityce zagranicznej, nie rozumieli sowieckiego zagrożenia, a co najwyżej chcieli zrobic z Becka … niemieckiego agenta)
oraz przez piłsudczyków (po 1939 r. alergicznie reagujących na wszelkie sugestie
mówiące, że Marszałek chciał sojuszu z Hitlerem. Nie chcących też przyznac, że
sprawę spieprzył Beck – uznawany za piłsudczyka). Obecnie Becka na piedestał
stawiają
m.in. Radek Sikorski i Władysław Bartoszewski, wskazujący jego politykę jako wzór dla przyszłych rządów. No cóż, jaki minister taki wzór…

 
Zainteresowanych tematyką odsyłam do następujących
pozycji:
 
Janusz Choiński "Europa 1933-39. Zaczarowane koło
zaprzeczeń"
 
Mateusz Prószyński "Tajemnica
Piłsudskiego"
 
Stanisław Cat-Mackiewicz "Polityka
Becka"
 
Adolf Bocheński "Między Niemcami a
Rosją"
 
Władysław Studnicki "W obliczu nadchodzącej drugiej
wojny światowej"

Choroba alkoholowa Becka cz. 1

Czy ponieśliśmy klęskę w drugiej wojnie światowej z powodu choroby alkoholowej Józefa Becka? Teza na pierwszy rzut oka jest bluźniercza i karkołomna. Niestety jest prawdziwa. Jest ona bowiem jedynym wytłumaczeniem dlaczego Beck złamał wytyczne Marszałka Piłsudskiego i wciągnął nas w wojnę z Rzeszą (i ZSRR), którą musieliśmy przegrac. 
Wielu z Was się oburzy: "Zaraz, zaraz, a polityka Międzymorza, równowagi, dwa stołki, wojna prewencyjna?!" Już wyjaśniam. By to zrobic muszę jednak nieco cofnąc się w czasie:
Niepodległośc w 1918 r. uzyskaliśmy w dużej mierze dlatego, że Piłsudski i pisłudczycy podjęli w latach 1914-17 antyrosyjską współpracę z Niemcami – tylko dzięki temu na ziemiach polskich powstała wówczas polska administracja i wojsko. Później w listopadzie 1918 r. Piłsudski poszedł na układ z Berlinem – zapewnił bezpieczeństwo niemieckim żołnierzom wycofującym się ze Wschodu, w zamian Niemcy zgodzili się na powstanie niepodległej Polski oddzielającej Rzeszę od Rosji oraz przekazali mam masę sprzętu wojskowego. Od 1919 r. stosunki polsko-niemieckie stały się jednak fatalne. Piłsudskiego niepokoił antypolski sojusz Republiki Weimarskiej i ZSRR. Próbował się dogadywac z Berlinem, ale rządzący tam pruscy rewanżyści rozmawiac z Polakami nie chcieli.
Piłsudski postawił więc na zmianę reżimu w Berlinie. Już w 1931 r. wysłał swojego emisariusza do władz NSDAP przekazując im, że z uwagą przygląda się "niemieckiemu odrodzeniu narodowemu" i liczy na to, że doprowadzi ono do poprawy stosunków polsko-niemieckich. Tymczasem Ernst Roehm, szef SA zgłosił się do poselstwa RP w Berlinie i oświadczył, że NSDAP chce się ułożyc z Polską, natomiast antypolskie akcenty w nazistowskiej propagandzie są tylko "elementem kampanii wyborczej". Gdy w styczniu 1933 r. Adolf Hitler obejmował rządy, poprzedni kanclerz gen. Kurt von Schleicher, radził mu, by utrzymał sojusz z ZSRR przeciwko Polsce. Hitler machnął ręką i powiedział: "Zrobię zupełnie odwrotnie". I tak się stało – rok później Polska i Niemcy podpisują deklarację o niestosowaniu przemocy. Reszta Europy traktuje ją jako nieformalny sojusz. (Wojna prewencyjna była tylko bluffem Piłsudskiego stworzonym na potrzeby Francji). 
Następuje polsko-niemieckie ocieplenie trwające 5 lat. Polscy oficerowie podpatrują rodzący się blitzkrieg u Wehrmachtu, Goebbels promuje w Niemczech polską kulturę (np. Jana Kiepurę), nazistowskie gazety z uznaniem piszą o Polsce, Piłsudskim i jej armii (jeszcze na początku 1939 r. określają ją jako przyszłego sojusznika i narzekają, że trochę za wolno się modernizuje!), Goering dopytuje się Marszałka "kiedy idziemy na Sowietów", Marszałek opieprza swoich generałów, kiedy wskazują mu, że Niemcy są większym zagrożeniem od ZSRR. A gdy Piłsudski umiera, w Niemczech ogłoszona jest żałoba narodowa a Hitler pojawia się na nabożeństwie żałobnym w berlińskiej katedrze św. Barbary (choc od lat progu kościoła nie przekroczył)
Po śmierci Piłsudskiego Niemcy liczą, że dotychczasowe odprężenie będzie kontynuowane. Polską polityką zagraniczną kieruje przecież płk Józef Beck, zaufany Marszałka, człowiek wdrożony przez niego do kierowania krajem i znający jego wytyczne. Aż do 1938 r. wszystko wskazuje na to, że Beck kontynuuje kurs Marszałka. Nagle jednak następuję załamanie. Beck sprzeciwia się zacieśnieniu antysowieckiego sojuszu z Rzeszą. Mówi m.in. "Pakt z ZSRR traktujemy serio jako rozwiązanie trwałe", choc Marszałek mówił: "Nie trzeba się łudzic, jeśli nawet zawrzemy pokój – zawsze będziemy obiektem napaści ze strony Rosji".  Następuje przyjęcie gwarancji brytyjskich. Beck wygłasza przemówienie o honorze. Ten artykuł dra Baliszewskiego wskazuje wyraźnie na filosowieckie znaczenie słów Becka (przeczytajcie go koniecznie!!!). 
Hitler się wścieka nie na żarty – popsuliśmy mu plany i zmusiliśmy do sojuszu z "żydobolszewizmem". Polskie służby i dyplomaci donoszą Beckowi o groźbie zawarcia sojuszu przez Berlin i Moskwę. Beck w to nie wierzy. Co więcej izoluje od tych informacji Mościckiego i Śmigłego-Rydza. Dezinformuje ich co do polityki zagranicznej. 
Historia ta się kończy 18 września 1939 r. Marszałek Śmigły-Rydz robi Beckowi karczemną awanturę po rumuńskiej stronie granicy. Paweł Starzeński, sekretarz Becka słyszy m.in. "Przecież mówiłeś, że się nie porozumieją?" Cdn.
Poniżej: słynny plakat "Wara!" powinien wyglądac w ten sposób:

Czemu Jarucwelski nie jest jeszcze szeregowcem?

Kolejna rocznica wprowadzenia stanu wojennego i masakry na Wybrzeżu w Grudniu ’70, a ja zadaje sobie pytanie:

Czemu ten wojskowy dyletant, stalinowski politruk, zdrajca pierwszego sortu, tchórz, sowiecki agent i morderca polskich patriotów jest nadal generałem?

Niedawno zdegradowano generała sił powietrznych do stopnia szeregowca za molestowanie kobiecego personelu. Czemu nie zdegradowana Jarucwelskiego za dużo poważniejsze przestępstwa?

Czemu ta sowiecka kreatura ma stopień wojskowy wyższy od gen. Leonarda Skierskiego, Stanisława Hallera, Mikołaja Bołtucia, Józefe Kustronia, Stanisława Grzmota-Skotnickiego, Stefana Roweckiego, Władysława Andersa, Władysława Sikorskiego, Ryszarda Kuklińskiego, Stanisława Nałęcza-Komornickiego?

Czemu prezydent Komorowski afiszujący się swoim solidarnościowym kombatanctwem zaprasza go na posiedzenia RBN, mimo że nie robił tego nawet Aleksander Kwaśniewski? Czemu Sławomir Nowak usprawiedliwia to mówiąc, że gejnerał Jarucwelski to "wybitny ekspert"? Ekspert od czego? Zabijania księży? Donoszenia na kolegów? Proszenia Sowietów, by najechali na Polskę? Mam nadzieję, że Komorowski nie zrobi "wybitnego eksperta" marszałkiem…