
"W Narodzie na pierwszym miejscu armia, w armii lotnictwo"
Motto "Przeglądu Lotniczego" wydawanego przez przedwojenny Departament Lotnictwa Ministerstwa Spraw Wojskowych
Kadry sił zbrojnych II RP brały się zwykle z Legionów oraz armii Rosji, Austrii i Niemiec. Legendarny pilot, generał Ludomił Rayski przybył z armii… tureckiej. Jego ojciec, był powstańcem styczniowym, który się schronił w Turcji przed carskimi represjami. Syn przejął po nim obywatelstwo i zapewne muzułmańską wiarę, ale jeszcze przed pierwszą wojną światową osiadł w Galicji. Załapał się na Związek Strzelecki, Legiony i bitwę pod Łowczówkiem, upomniała się o niego jednak jego druga ojczyzna – Turcja. Rayski walczył jako pilot lotnictwa rozpoznawczego i myśliwskiego m.in. pod Gallipoli. Wielokrotnie odznaczany za wykazywanie się w boju przeciwko Entancie, zdezerterował w 1918 r. z armii tureckiej i wrócił do Polski, gdzie zapisał piękną kartę podczas wojny 1920 r.
W III 1926 r. został szefem Departamentu Lotnictwa MSWojsk. Sprawował tę funkcję do wiosny 1939 r. Zbudował od zera polski przemysł lotniczy, dając pracę tysiącom robotnikom i setkom inżynierów a armii własne, nowoczesne samoloty. Jego działalność na tym stanowisku różnie jest ocenia – Rayski był piłsudczykiem, więc ekipa Sikorskiego a później komuniści wieszali na nim psy m.in. twierdząc, że stawiając na rozwój własnych konstrukcji lotniczych "działał na korzyść Niemców". Gen. Rayskiemu zamknięto z tego powodu, aż do 1943 r. możliwość służenia w PSZ na Zachodzie (przygarnął go RAF) i na pewien czas internowano na niesławnej Wyspie Wężów. Po śmierci gen. Sikorskiego, Rayskiego przyjęto z honorami z powrotem do PSZ i uczyniono szefem ich lotnictwa na Bliskim Wschodzie. Za każdym razem gdy ktoś mu czynił zarzuty o "nieprzygotowanie lotnictwa do wojny" wyciągał nafaszerowaną danymi statystycznymi broszurkę wskazującą, że było zupełnie odwrotnie. Udowadniając po raz kolejny swój patriotyzm i siłę woli – w 1944 r., w wieku 52 lat, gen. Rayski brał udział w bardzo niebezpiecznych lotach z pomocą dla Powstania Warszawskiego.
Po wojnie, specjalna komisja całkowicie uwolniła gen. Rayskiego z zarzutów o "nieprzygotowaniu lotnictwa do wojny". Historycy młodszego pokolenia też przyznają rację Rayskiemu – Polska wykonała w latach 1926-1939 ogromny wysiłek jeśli chodzi o budowę lotnictwa. Zbudowaliśmy innowacyjny przemysł, mogliśmy się pochwalić kontrukcjami, które nie ustępowały w niczym japońskim, konsekwentnie i szybciej od założeń realizowaliśmy plany rozbudowy i modernizacji tej broni, tworzyliśmy własne strategiczne lotnictwo bombowe (!) – niestety zabrakło nam czasu… (Zainteresowanych tą kwestią odsyłam do świetnej pracy dra Tymoteusza Pawłowskiego "Armia Marszałka Śmigłego").
Ps. Jakiś czas temu Bubel spiracił w swojej gazetce tekst Janka Bodakowskiego zawierający karkołomną tezę, że sanacja tak naprawdę w latach 1926-1939 niszczyła polskie wojsko. O poziomie merytorycznym tych wypocin świadczy chociażby taki znalezionym w nim passus "Piłsudski po przejęciu władzy (…) rozbił istniejące półki (sic!) lotnicze (żołnierzy wysłał do piechoty i kawalerii)" 🙂 No cóż, pisałem kiedyś, że Janek zostanie kiedyś prezydentem…
Ps. 2. Skoro według różnych malkontentów Rayski niszczył polskie lotnictwo, to jak wobec tego nazwać to co robi Klich?




